piątek, 30 sierpnia 2013

MURALE - cz.6





Kolejne spojrzenie na efekt końcowy tegorocznej akcji upiększania elewacji śródmieścia. Jeszcze pozostały mi murale na baraku przy ul. Waszyngtona, ale cień rzucany przez drzewa sprawił, że stały się one mało widoczne, więc będę musiał poczekać na bardziej sprzyjające warunki. Pozostało też kilka zdjęć z wcześniejszej akcji (w tym też nieistniejące już "sarenki" spod wiaduktu na ul. Wielkopolskiej).






















środa, 28 sierpnia 2013

Do Ani





- No pacz pan, jakie kłopoty w kryzysie młodzi mają.

- No. Na prezentach ślubnych starzy oszczędzają.

- Mimo tego, ktoś Anię do zamążpójścia namawia.

- Do rozumu, za pomocą żółtej płachty przemawia? 

- Może nie może tak twarzą w twarz, otwarcie...?

- To nowa świecka tradycja, mowa tuż przy asfalcie...

- Cóż, teraz dobre rady na ulicę się wyprowadza.

- A smród spalin w ich odbiorze nie przeszkadza?

- Teraz już nie bazgrze się na murze...

- A remont Morskiej sprzyja lekturze...


wtorek, 27 sierpnia 2013

Wiadomości DD, czyli Demolka Dalmoru



W latach 1992-94 na krótko pojawił się program dla dzieci "Małe Wiadomości DD". Ale wpis nie o tym, bo to nie moja bajka, ale z racji, że w tych latach byłem już dzieciaty to wyłącznie z tego powodu program pamiętam. Właśnie te literki DD w tytule wpisu mi o nim przypomniały. Może rzecz nie byłaby warta przypomnienia, bo kto dzisiaj pamięta o takim programie, jak "Małe Wiadomości DD"? Wkrótce, gdy kolejne pokolenie "A pamiętasz jak...?", chcąc umiejscowić program w czasie i przestrzeni, opowiadałby: był taki program przed Wieczorynką... I zaraz ktoś mu przerwie: a co to takiego: Wieczorynka?
Ciocia Wiki podaje: Rzeczpospolita napisała, że program jest na tyle nowatorski, że data jego pierwszego nadania zostanie odnotowana przez kronikarzy telewizyjnych.
Hmmm. Data pierwszego wydania wiadomości dla maluchów, jak i istnienie całego programu będzie tak zapamiętane, jak i istnienie Dalmoru jako firmy - symbolu polskiej floty rybackiej. To znaczy oba fakty zostaną szybko zapomniane (jedynie odnotowane na kartach historii i znane nielicznym).



Dziś jeszcze przed terenem zamkniętym dla ogółu ludności wszem i wobec ogłaszają wielkimi literami, kto tu rządzi (zdjęcie powyżej z maja tego roku). Gdy wejdziemy na stronę spółki Dalmor S.A., w zakładce "o nas" niewiele dowiemy się o spółce:

  • Spółka Dalmor S.A. z siedzibą w Gdyni powstała w 1946 r. Spółka jest właścicielem korzystnie położonych terenów w Gdyni, z wysokim potencjałem dla realizacji przyszłych projektów inwestycyjnych Grupy. W przeszłości firma koncentrowała się głównie na rybołówstwie dalekomorskim i przetwórstwie rybnym, usługach portowych i chłodniczych, a także na najmie powierzchni, w tym powierzchni magazynowych i logistycznych. 
  • Od grudnia 2011 r. jest częścią Grupy kapitałowej Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Kto chciałby poczytać sobie więcej o historii Dalmoru, który w szczytowym okresie zatrudniał ok. 7,5 tys. osób i dysponował flotą 70 statków, które rocznie odławiały 278 tys. ton ryb, może sobie poczytać w tym artykule, napisanego w zeszłym roku przy okazji pójścia pod młotek ostatniego statku (nie miejsce tu na zwykłe "kopiuj-wklej").
 


Sąsiednie zdjęcia aktualne - wczorajsze. Widzę, że pomału szykuje się teren pod nowe budynki i nie ma co teraz płakać nad rozlanym mlekiem. Trawlery Dalmoru być może znajdziemy już tylko na jakiś pocztówkach. Była taka seria pocztówek ze statkami, ale jakie jednostki na nich dokładnie były, tego nie wiem. Gdzieś miałem kilka takich pocztówek. Jak się do nich dokopię, to na blog wrzucę.


Rozbiórka ujawnia, że w budynku znajdują się jeszcze nielegalni lokatorzy

Przy okazji tych zdjęć, jeszcze mała polemika ze straconymi szansami w tle. Na zaprzyjaźnionym blogu "Gdynia - w której żyję" (czapki z głów przed autorem za zasób wiedzy) nie tak dawno ukazał się wpis o linii promowej Gdynia - Karlskrona, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć.

[...] Działa też regularnie linia promowa Gdynia – Karlskrona. I wtedy, jest rok 2002, w „Gazecie Wyborczej Trójmiasto” pojawia się artykuł pt. „Jest koncepcja, pieniądze może się znajdą” (28 lutego 2002 roku) autor Piotr Bauer, w którym pojawiają się krytyczne uwagi dotyczące lokalizacji pasażerskiej przystani promowej przy Terminalu Kontenerowym na Obłużu, z dala od centrum miasta, autor sugeruje, aby w niedalekiej przyszłości zbudować nową przystań pasażerską przy Basenie Prezydenta, konkretnie przy Nabrzeżu Rybackim na terenach „Dalmoru”.

Od tego czasu, gdy pojawił się ten artykuł minęło 11 lat, a koncepcja nie została zrealizowana. Mówi się natomiast, aby tereny te zabudować apartamentowcami i stworzyć obok See Tower atrakcyjne centrum mieszkaniowe z widokiem na Zatokę.

Taka koncepcja na zawsze przekreśla ewentualną nową lokalizację przystani promowej dla pasażerów i ich samochodów, z dala od przemysłowej części portu i Terminala Kontenerowego.

No i w tym przypadku pozwolę sobie zakrzyknąć: i bardzo dobrze, że koncepcja przystani promowej w centrum miasta nie została zrealizowana! To, że jakiś bliżej mi nieznany Piotr Bauer ma jakieś "ale", wcale nie oznacza, że ma rację. Po pierwsze, nie wymyślajmy prochu i spójrzmy na inne miasta z przystaniami promowymi i pogódźmy się z faktem, że gdzie tylko się da, wywala się je z dala od centrów miast. Jak na ironię, najlepszym przykładem jest... właśnie Karlskrona.

Kilka razy, będąc na "kierowniczym" stanowisku, przyszło mi korzystać z linii Gdynia - Karlskrona. Pierwszy raz - a było to ponad 10 lat temu - prom przycumował w samym sercu miasta, co mnie w sumie bardzo ucieszyło, gdyż przy powrocie musiałem czekać od wczesnego popołudnia do następnego dnia na prom i mogłem sobie pochodzić po mieście bez konieczności robienia wielkiej wyprawy. Ale gdy po kilkuletniej przerwie korzystałem z tej samej linii promowej "morze wyrzuciło" mnie na jakieś odludzie. No i skończyło się szwędanie po mieście. Dobre 10 kilometrów trzeba jechać teraz z przystani promowej do cywilizacji.

Przypadkowa przeprowadzka? Wątpię. Należy pamiętać, że taki prom przewozi nie tylko turystów złaknionych widoku obcych krajów, ale - i to przede wszystkim, bo turyści to "towar" sezonowy - kilkadziesiąt tak zwanych tirów. Tak. Tych wielkich potworów, hałasujących i zatruwających powietrze czarnymi wyziewami z rury wydechowej, pojazdów, których widoku na drogach zwykli zjadacze chleba tak nie lubią. I gdyby ziściła się koncepcja gazetowego redaktora to mielibyśmy cykliczny zlot ciężarówek w centrum miasta. Wtedy dopiero byłby płacz, że tiry korkują centrum! Zanieczyszczają środowisko. Szyby i mury pękają w kamienicach. Ludzie spadają z łóżek podczas snu (osobiście słyszałem taki argument, gdy podwarszawski Sochaczew buntował się przeciwko tirom w mieście). W Gdyni mogłyby dodatkowo straszyć turystów rykiem silników...
Nie należy zapominać też, że trzeba by było wygospodarować miejsce na odpowiednio duży parking na pojazdy oczekujące na prom, które przyjeżdżają zazwyczaj z wielogodzinnym wyprzedzeniem, a tereny w centrum są przecież niezwykle drogocenne dla miasta, więc nie ma tego złego...

 

niedziela, 18 sierpnia 2013

MURALE - cz.4 (Meksykańska fala, czyli welcome in Gdynia)




Wybierając się do obcych krajów, czytając przewodniki o nich, zawsze można natknąć się na informacje, których miejsc unikać w ogóle, a w których lepiej nie pojawiać się po zapadnięciu zmroku. I to jest normalne, że są lepsze i gorsze dzielnice. Wszyscy przyjmujemy to jako oczywistą oczywistość. Czytając jednak dzisiejsze wiadomości z gdyńskiej plaży, gdzie pokazano inne oblicze "meksykańskiej fali", gdzie się na oślep flaszkami wali, pomyślałem, że nie da się takich miejsc wskazać w miastach naszego kochanego kraju. Tu trzeba mieć się na baczności na całym jego obszarze. W samych miastach: obojętnie - w centrum, czy to na jego obrzeżach, musisz być drogi turysto czujny w dzień i w nocy. Na nic zdadzą się modły: aniele boży, ty stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój... Jedynie może pomóc ci zaliczyć na piątkę z plusem polską szkołę przetrwania - i cało wrócić do domu - znajomość terminarza rozgrywek ligowych. W świetle dzisiejszych wydarzeń, wydaje się to być jedynym rozsądnym rozwiązaniem.





Czy murale ze stacji SKM Gdynia-Grabówek przedstawiają przerażającą wizję niesprecyzowanej bliżej, ale jednak nieodległej przyszłości? Czy będziemy musieli - jak te szczury - przemykać przez miasto jedynie kanałami, które zapewnią nam jako takie bezpieczeństwo i jedynie zawiązany na szyi szalik w odpowiednich barwach będzie gwarancją bezpieczeństwa?
Przerażająca i mocno przesadzona wizja przyszłości? Pewnie tak, ale jak nie będziemy nazywać pewnych spraw po imieniu, to wkrótce rzeczywistość niewiele będzie się różnić od artystycznych wizji.

Przy okazji nasuwa mi się po raz kolejny pytanie: panie premierze jak żyć?! Gdzie czuć się bezpiecznie? Zaraz przecież trzeba będzie stworzyć specjalny Referat Pisania Piłkarskich Przeprosin. Dopiero co kajaliśmy się przed Litwinami, a już następny kraj stoi w kolejce. Kto kolejny? I kiedy?




Bardziej optymistyczna wizja przerażającej przyszłości. Pewnego dnia wyjdziemy jednak nieśmiało na paluszkach z ukrycia i pod okiem wielkiego brata popluskamy się w wodzie.





piątek, 16 sierpnia 2013

Panorama z górnej półki




Jeszcze w marcu tego roku taka panorama rozciągała się na Kamiennej Górze jak powyżej. Latem lokal pod starą nazwą oddano do użytku. Zgodnie z nową świecką tradycją, elewację budynku zdobią historyczne zdjęcia Gdyni (tak samo zrobił właściciel sklepu przy ul. Świętojańskiej).



W początkach kariery budynku wszystko rodziło się w bólach. Zaglądam po raz kolejny do "Gdyni w gazetach". Głos Wybrzeża z dn. 27.08.1970 informował: "Kawiarnia na kamiennej Górze, której już kilka miesięcy temu nadano imię "Panorama", rodzi się w trudnych warunkach. Kłopoty z dokumentacją, potem z wykonawcami złożyły się na to, że budowa trwa trzeci rok".
Ale to były "chwilowe, przejściowe" i już w styczniu 1971 Dziennik Bałtycki informował: "Czynna od 1 bm. kawiarnia-bar "Panorama" cieszy się olbrzymim powodzeniem u gdynian i przyjezdnych gości. Już teraz bywają dni i wieczory, kiedy wszystkie stoliki są zajęte. Co będzie w sezonie łatwo się domyślić zwłaszcza, że pięknie usytuowany lokal organizuje wieczorki taneczne".

Zdjęcie z elewacji restauracji (kliknij, aby jeszcze było bardziej paaanoramicznie).


Historyczne zdjęcie przedstawia najprawdopodobniej stan już po kilku latach eksploatacji. Na zdjęciach z archiwum Kosycarza wygląda to bardziej świeżo (tutaj i tutaj).



P.S. "Kłopoty z dokumentacją, potem z wykonawcami"? Hmmm. Jakbym skądś to znał... Z lotniska Kosakowo??? Nie to niemożliwe. To już inne czasy...

sobota, 10 sierpnia 2013

Tropikalnie




Przy ul. Zamenhofa słońce przygrzewa nawet od północnej strony



Słońce nam odpuściło. No i dobrze, bo by wszystko i wszystkich wręcz stopiło. A tu znikąd pomocy. Nawet u stóp Kamiennej Góry "studnia wyłączona z eksploatacji". No ale czy my sami nie jesteśmy sobie winni, że nawiedzają nas czasem upały? Marzy nam się tropikalna roślinność. Latem 1967 roku Głos Wybrzeża zapowiadał: "Gdynia otrzyma palmiarnię". Załogi statków Polskich Linii Oceanicznych wystąpiły z piękną inicjatywą zebrania funduszów na wybudowanie w Gdyni palmiarni. Ustalono już lokalizację. Największa w kraju palmiarnia ze stali i szkła powstanie na dolnej platformie Kamiennej Góry od strony ul. Słowackiego. Przewiduje się, że założenia koncepcyjne będą gotowe pod koniec III kwartału. [...] W myśl złożonych już deklaracji przyszłe zbiory będą sukcesywnie wzbogacane przez marynarzy udających się do krajów egzotycznych.**
Ech! Prawdziwe miasto z marzeń...

15 mgnień wody dla ochłody


Egzotyka na ulicach


**Informacje z książki "Gdynia w gazetach przez 75 lat". M.Sokołowska

sobota, 3 sierpnia 2013

Bye bye Sopot





Dziś proponuję mały wypad za miedzę. Jest okazja. Zdjęcia dzisiaj prezentowane to już historia. Przedwczoraj rozpoczęto wyburzanie budynku sopockiego dworca PKP (art. plus filmik). Gdy tylko stało się jasne, że w końcu plany przebudowy przekuje się w czyn, postanowiłem udokumentować - tak dla siebie - stary budynek. Jedynie widoczna na pierwszym zdjęciu bagażownia będzie odbudowana, reszta zmieni się nie do poznania. Nie wiążą się z dworcem żadne moje szczególne wspomnienia, ale warto zatrzymać chwilę, tym bardziej, że budynek był w ostatnich chwilach jego istnienia bardzo fotogeniczny. Przypuszczam, że za kilka lat z przyjemnością spojrzymy na te zdjęcia. Nie aby chcieć powrotu starego, ale aby przypomnieć sobie jak to miejsce wcześniej wyglądało. Nawet jeśli będziemy patrzeć na te zdjęcia z uśmieszkiem politowania, że w taki prymitywny budynek tu się kiedyś znajdował, to warto było poświęcić chwilkę na wypad fotograficzny.

Sytuacja będzie podobna do spojrzenia z uśmieszkiem - i zdziwieniem - na widoki z wybrzeża lat 30. ubiegłego wieku. Tak się wtedy noszono: "Na molo tłum kolorowych kobiet. Piżamy czerwone, zielone, niebieskie, pomarańczowe, kombinowane wprost fantastycznie". Nie wiesz o co chodzi? Posłuchaj tu.



Kilka spojrzeń na nie istniejący już budynek. W słońcu, w śniegu. Dniem i nocą. Dwa zdjęcia zimowe z lutego 2012, reszta z października 2011.