poniedziałek, 29 lipca 2013

Samochodzing




"W podróż cudzym samochodem" - istniał taki dział ogłoszeń za systemu słusznie minionego. Dawało się ogłoszenie, aby zabrać obcą osobę w drogę, która dołożyłaby się do paliwa. Dziś czytam: Jeśli masz wolne miejsce w samochodzie, zabierasz osoby jadące w tym samym kierunku i dzielisz się z nimi kosztami podróży - korzystasz z carpoolingu, czyli wspólnych przejazdów. Kierowcy i pasażerowie zwykle ogłaszają swoje oferty w internecie. No i fajnie, ale dlaczego od razu musi to się tak pokracznie nazywać?

Wszystko już było, ale wtedy ludzie nie wiedzieli, że korzystają z jakiegoś tam carpoolingu. Kiedyś zdecydowania nazywało się to bardziej topornie - "w podróż cudzym samochodem". Uff! Jak to długo trzeba wymawiać! A poza tym carpooling jak to światowo brzmi! No tak, bez problemu przekraczamy granice. Te państwowe, jak i te zdrowego rozsądku. Te "-ingi" plenią się szybciej niż barszcz sosnowskiego. Niech będzie światowo, odlotowo, ale nie bezmózgowo. Takie bezmyślne małpowanie z języka angielskiego wygląda po prostu sztucznie i śmiesznie, jak ten samochód na powyższym zdjęciu. Na zewnątrz ładnie pięknie, ale jak zajrzeć do środka... Ale światowy gość ze mnie, mam super brykę... Tak w ogóle, ale już w szczególe już niekoniecznie.


Przy okazji samochodowego tematu, zamieszczam zdjęcia wiecznie młodych samochodów elektrycznych, które za nic nie chcą zniknąć z naszego krajobrazu. Wiele się zmieniło przez ostatnie dziesięciolecia. Ale samochody wydają się być wieczne. Nawet koniec wesołego miasteczka w tym miejscu nie położył kresu samochodzikom.Nawet budowa nowego przejścia z basenu żeglarskiego nie zakończyła kariery toru samochodowego - przeniósł się trochę bliżej skwerku.









Jak już tak żeruję na PRL-u w temacie samochodów, to jeszcze odniosę się do króciutkiej wiadomości, że czeskie koleje przewożą pasażerom również ich samochody. No i tu znowu trzeba przypomnieć: wszystko już było. W latach kryzysowych, gdy brakowało paliwa na naszych stacjach, kursowały autokuszetki z Gdyni do... Tu podaję za artykułem, że do Katowic. Czy tylko? Nie pamiętam. Za to dobrze pamiętam, że punkt ładowania samochodów na wagony znajdował się na tyłach poczty głównej. Nie widać na poniższym zdjęciu niewielkiego, parterowego budynku dawnej ekspedycji kolejowej, znajdującego się za zakrętem, za drzewami po prawej stronie, ale tam to było. Oczywiście zakładam, że czytelnicy bloga pamiętają, że dawno dawno temu tędy przebiegała ówczesna ul. Marchlewskiego, będąca naturalnym przedłużeniem ul. Jana z Kolna. Taka mała ciekawostka z najnowszej historii miasta.





2 komentarze:

  1. Sławku pamiętam właśnie swój wyjazd z rodziną do Wisły i właśnie tak jak piszesz tutaj załadowałem swojego Fiata 125P na autokuszetkę do Katowic i dla wygody miałem w ramach usługi opłacić "kuszetki" dla żony,dzieci i siebie.Było luksusowo, a faktem jest,że zaoszczędziłem na kartkach na paliwo i kilka złotych.Komu to przeszkadzało???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już nam A1 wybudują to chyba nikomu nie w głowie będą takie ekstrawagancje. Ale kiedy to nastąpi? Kiedy od morza do Tatr połączy jedna droga, po której będziemy śmigać aż miło? Pewnie wkrótce. Teraz jeszcze korki mogłyby napędzić klientów na taką podróż koleją. :)

      Usuń