piątek, 28 czerwca 2013

Kontenery w wodzie, czyli komfortowe spadanie




Te zdjęcia ładnie poukładanych kontenerów niech będą pretekstem do zdjęcia z życia kontenerów właśnie, bo to ich życie wcale nie zawsze takie poukładane jest...



Pamiętacie taki statek, który przełamał się niedawno na pół? Jeśli mieliście ładunek na szczęśliwej połówce, to macie szczęście, ale jeśli na tej drugiej (rufowej), widocznej na zdjęciu, to już po zabawie. Całość procesu spadania pod tym linkiem. W tytule napisałem o komfortowym spadaniu, bo statek - jak mniemam - nazywał się MOL Comfort. Widać, wcale nie takie komfortowe to życie kontenerów.
No i tak, dajmy na to, za tysiąc lat, nasi następcy, będą wydobywać skarby rodem z MOL Comfort, tak jak my dzisiaj skarby ze starożytnych galeonów. Chyba że... skarby same "się wydobędą". Wszak wiadomo - rdza zżera stare żelastwo...




czwartek, 27 czerwca 2013

Trójkowa ławeczka




Ktoś poszedł po rozum do głowy i obłożono drewnem betonowe ławki przy Infoboxie (dziś pewnie decydenci powiedzą, że to było takie zagranie taktyczne, a nie odpowiedź na krytykę siedzenia na kamieniu). Pojawiła się też dość specyficzna ławeczka. Po naciśnięciu guzika, leciały fragmenty "trójkowej" listy przebojów. Mała rzecz a cieszy.





środa, 26 czerwca 2013

Stacyjka





W 2010 roku zrobiłem zdjęcia małej stacji paliw przy krajowej "szóstce" w miejscowości Potęgowo. Trzy lata temu pisałem o niej: "Obiekt na miarę i potrzeby ruchu lokalnego. Dystrybutory już trącące myszką. Wyświetlacz pamiętający czasy benzyny uniwersalnej. Połączone w jedno, trzy elementy na planie sześcioboku tworzą niepowtarzalny wygląd tej stacji. Trochę odrealniony, z elementami nie pasującymi do siebie. Nie pasującymi do dzisiejszych czasów. Ale tutaj, z dala od autostrady, to nie ma większego znaczenia. Ta stacja ma tu po prostu być i spełniać swoje zadanie".







Po takich stacyjkach to niedługo pozostaną tylko wspomnienia. No i te zdjęcia. Tak napisałem w 2010 roku. W zeszłym tygodniu przekonałem się, że to "niedługo" już nastąpiło. Po stacji nie ma śladu.



niedziela, 23 czerwca 2013

No to mamy już z górki...





No to mamy już z górki - dnia zaczyna nam ubywać. Kolejne Cudawianki też za nami. Nie odniosę się do atrakcyjności imprez, bo w nich nie uczestniczyłem i wpadłem tylko wieczorem na chwilę - tak bardziej na wieczorny spacer, niż na koncert ulubionego wykonawcy.

Bardziej zainteresowała mnie inna - bardziej przyziemna - sprawa. Jak można było się tego spodziewać, wielu właścicieli samochodów całkowicie olało wprowadzony kilka dni temu zakaz parkowania po wewnętrznej części skwerku i jego przedłużeniu, wyraźnie szydząc: co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? Wiem, powinno się prawo respektować, ale... Trzeba być człowiekiem całkowicie pozbawionym wyobraźni, aby wprowadzać taki zakaz w przededniu tak obleganej imprezy jaką bez wątpienia są Cudawianki. Zaprawdę, cudem było wczoraj znalezienie miejsca parkowania w centrum miasta.


Już dwa lata temu prezydent Wojciech Szczurek twierdził, że "parkujące na Skwerze Kościuszki samochody niweczą charakter tego miejsca". Dwa lata minęły (nie od dziś wiadomo, że władza nierychliwa) i zapowiedzi się sprawdziły(?): - Jestem zwolennikiem rozwiązania radykalnego. Stosunkowo niewiele samochodów zdecydowanie wpływa na pogorszenie warunków spacerowych tego miejsca. Skutecznie udało nam się wyeliminować samochody np. z okolic Bulwaru Nadmorskiego i zdecydowanie się to tam sprawdza. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłby zakaz parkowania przy całym Skwerze Kościuszki i pozostawienie parkingu na końcu Molo Południowego, naprzeciwko Akwarium Gdyńskiego - mówi prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Ja mogę zrozumieć pretensje osób, którym przeszkadza już sam widok samochodów samochodów i obniża on doznania estetyczne z rodzinnego spaceru. Tyle tylko, że samochód towarzyszy nam od ponad 100 lat i czas był już przywyknąć i pomyśleć o tym, gdzie to ustrojstwo upchać w naszych miastach podczas imprez masowych.



Gdy czytam dziś o problemach ludzi, którzy z powodu tłoku w SKM-ce musieli dokonać wyboru pomiędzy odjazdem tuż po północy a później czekać blisko 3 godziny, to ja dziękuję za zakazy parkowania i czekam na jakieś systemowe rozwiązania. Same zakazy to za mało. Panie prezydencie.
 


środa, 19 czerwca 2013

Klient bogatszy, zajechał maluchem




Ten obrazek z ul. Dworcowej tak jakoś od razu skojarzył mi się ze słowami padającymi w znanym  telewizyjnym programie z udziałem kabaretu Tey sprzed lat pt. "Z tyłu sklepu", gdzie padły tytułowe słowa. Wiele dziesiątek lat już minęło od emisji tego programu, a "maluch" wiecznie żywy.

 

czwartek, 13 czerwca 2013

InfoBox - drugie starcie, czyli lanie wody





Co prawda, ostatnie ulewy szczęśliwie ominęły nasz rejon kraju, ale w naturze musi istnieć równowaga. Wziąłem do ręki ulotkę reklamującą najdroższy parawan Europy. No a tam lanie wody na całego... InfoBox "to bezprecedensowe w kraju przedsięwzięcie, swoiste obserwatorium zmian". W ulotce czytamy o budowie biurowca obok Sea Towers, o lotnisku Gdynia-Kosakowo (to nic, że wykonawca zszedł z placu budowy - damy radę), o przyszłości, czyli: zmianach w zabudowie Międzytorza, Gdyńskiej Szkoły Filmowej, Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, Nowej Mariny.
Okazuje się, że wieża widokowa powstała nie tak ot sobie... Stąd "większość planowanych zmian w urbanistycznej przestrzeni praktycznie można obserwować z okna wieży obiektu". Ja pierdziu! I te wszystkie inwestycję stąd zobaczę?! I lotnisko? I kolej, marinę, Międzytorze, i Łoterfront??? Jakim cudem? Chyba mi wyobraźni nie starcza...



No ale zejdźmy na ziemię. Wg. ulotki: "Plac, popularnie zwany skwerem Żeromskiego, zyskał unikalną, zaprojektowaną specjalnie z myślą o tym miejscu zieleń i nową małą architekturę [...]". Hmmm... Co autor miał na myśli pisząc o "unikalnej zieleni" (może raczej: unikatowej?), pozostaje dla mnie tajemnicą. Czyżby miałby to być unikatowy "wiąz"? Powiązane drzewo to jednak już stary mieszkaniec tego placu, więc co? I tu znowu wyobraźni mi brak.






Jednak makietka jest the best. Zauważyłem - jako obserwator zmian - że nie wszystkie prace ziemne zostały zauważone. Choć centrum handlowe Wzgórze... tfu - Riviera - już powiększono, to tunelu pomiędzy ul. Śląską a al. Zwycięstwa brak.



Jako obserwator zmian, zachęcony słowami Katarzyny Fryc (art. w poprzednim wpisie) o powstaniu w tym miejscu "najładniejszej w mieście publicznej toalety", postanowiłem zobaczyć to cudo. Zlokalizowanie tego miejsca odpoczynku okazało się nie takie proste. Żadnej tabliczki, kierującej do przybytku, nie uświadczysz. Ale jak już znajdziecie, czeka was "na mecie" premia. - Tabliczki nie ma, ale będzie. - zapewniała pani w niebieskim fartuchu, która to właśnie charakterystyczna odzież robocza naprowadziła mnie na właściwy trop. - Dlatego jest bezpłatnie. Gdy będzie już oznakowanie, to będzie płatne 2 złote - dodała, abym się nie przyzwyczajał do nieskrępowanego dostępu w przyszłości. Toaleta jak toaleta (wejście w miejscu, gdzie stoją dwie osoby), ładna bo nowa.

No proszę, ileż to zagadek ma nowa inwestycja... Blog wybiera się na krótkie wakacje i trochę zwolni biegu, tak jak nasza kolej. Ale niewykluczone, że i tak coś się tu ukaże, pomimo przerwy wakacyjnej.




wtorek, 11 czerwca 2013

InfoBox - pierwsze starcie





  Zastanawiałem się, jak mogły wyglądać narodziny idei odnowienia tego fragmentu Gdyni, aby na przykład Katarzyna Fryc - tak jak większość mieszkańców miasta - mogła zachwycić się: "Skwer Żeromskiego w Gdyni wreszcie jest dla ludzi"? Jakie głosy w swojej głowie mógł słyszeć pomysłodawca/pomysłodawcy? 
- Trzeba zrobić w końcu porządek z tym wychodkiem i krzaczorami w centrum miasta!
- Jaki problem? Odmaluje się elewację, położy kostkę, przytnie krzaczory...
- Zgłupiałeś! Chcesz zmarnować okazję na taki szoł?! Jest okazja, że ludzie zapamiętają to na długie lata! Będą piać z zachwytu. Gazety napiszą co trzeba... 
- Masz rację. Nie ma co marnować takiej okazji.
- Zrobi się makietkę. Będą światełka, guziczki, przełączniczki. Windę do nieba zrobi się jak trzeba...
- W ludziach drzemie taka potrzeba igrzysk i chleba.
- Ale z drugiej strony, tyle kasy... Można by fontannę zmienić na nowocześniejszą.
- E tam. Potłucze się trochę butelek i zrobi kolejny szoł ze szkiełek.
- Ludzie to łykną?
- Nawet się nie zorientują, że robimy ich w balona. I jeszcze po rękach będą nas całować!
- No dobra. Do roboty! Nim spadkobiercy każą nam zabierać zabawki.





No i nadejszła wiekopomna chwila...


Sprytnie to wszystko wymyślone: trudno nie zgodzić się, że teren wypiękniał. Marudzisz, jakim kosztem to uczyniono? Jesteś - wg. Katarzyny Fryc i jej podobnych pochlebców - kontestatorem, nie potrafiącym docenić roli zmian zachodzących wokół ciebie. Autorka artykułu wie, że nic nie wie - nie wie, czy była to najpilniejsza inwestycja, ale wie, że była miastu niezbędna, jak nam tlen do oddychania. Można i tak. Skwerek nareszcie jest dla ludzi. Jak zauważyłem, tak jak kiedyś, tak i obecnie dla chcących na uboczu schrupać zapiekankę lub kawałek pizzy. Nic się pod tym względem nie zmieniło. Tak jak i siedzenie na betonie. Bardziej z konieczności niż z wyboru - mamusia zawsze powtarzała: nie siadaj na betonie, bo wilka złapiesz...



Mieszkańcy miasta tak bardzo zżyli się od pierwszych chwil z makietą swego miasta, że... ponoć już cztery budynki zabrali sobie na pamiątkę - taką słyszałem przypadkiem rozmowę pracowników, którzy planowali różne obostrzenia w nieskrępowanym dostępie do Gdyni w miniaturze. Oj, lepkie te rączki...


Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wokół jednego z drzew wyłożono białe kamienie. Przydają się bardzo... Jak zwykle najprostsze rozwiązania są najlepsze.




P.S. Będzie też drugie starcie.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Pociąg do Hollywood odjechał...




Na ul. 3 maja pociąg do Hollywood odjechał. W zamian, szybkimi krokami zbliża się do gdańskiego lotniska swojska - metropolitalna - kolej.


Pomimo wielkiej rzezi niewiniątek, nie słyszałem, aby były akcje przywiązywania się do drzew w ich obronie. Szczęśliwie, na drodze kolei żelaznej nie stanął żaden ślimak, żuczek, żabka, stonoga, czy inne stworzenie zagrożone wyginięciem - choć nie jeden przedstawiciel mikrokosmosu pod kołami i gąsienicami ze stali, swój marny żywot zakończył - i prace trwają w najlepsze (widok na zdjęciach od lotniska w kierunku centrum).




niedziela, 9 czerwca 2013

Inne boksy




Nie, nie byłem na otwarciu tymczasowej zasłony, ale kilka dni temu postanowiłem tęsknym okiem spojrzeć - po raz pierwszy zresztą - na nieosiągalny dla plebsu niedoszły najwyższy punkt widokowy. Plebs dostał produkt zastępczy przy Infoboxie. Ale pierwsze spotkanie bliskiego stopnia z Si Tałers zakończyło się kilkoma zaskoczeniami. Jak widać na poniższym zdjęciu, wygląda to na prace nie zakończone, co przy zapowiedziach rozwoju "wodnego frontu" wydaje się całkiem logiczne. Będzie w przyszłości jakiś punkt zaczepienia.



Jest też jakiś box dla uwięzionej w wieży księżniczki...





No ale prestiż zobowiązuje... Przynajmniej powinien. A ja tu widzę niezły... ten tego... siostry. Co wy tam, szaf nie macie? Czy w tak małym mikroapartamencie się upychacie, że miejsca na rzeczy nie macie?





sobota, 8 czerwca 2013

Łoterfront, czyli znikający atol




Nie wiem dokładnie jakiego okresu naszej najnowszej historii to dotyczy, ale pamiętam, że był taki czas wysypu ogłoszeń w stylu: "POWRACAJĄCEMU wynajmę, sprzedam..." lub "POWRACAJĄCY kupi..." (dzisiaj pewnie byłoby to przekształcane: POwracający, ale to już inna bajka).

Dziś widać tendencję, aby przyszli powracający (z "tych" wysp?), czuli się po ewentualnym powrocie z zagranicy jak u siebie w domu. Jakkolwiek miałoby to "u siebie w domu" znaczyć. Właśnie rozpoczęto pracę przy Łoterfroncie (to obok Si Tałers). Dziś nastąpiło otwarcie Kontajner bloks... Tfu... Zanim nasi wrócą, to w tym miejscu będzie stał już inny bilding. Ale aby nasi powracający tłumnie rodacy nie męczyli zbytnio swych ust wymawianiem tendencyjnego słowa "wzgórze", rozbudowane szoping senter będzie też inaczej się nazywać... No, jakby nie patrzeć - staramy się jak możemy, aby nasi nie czuli się obco.




Zanim zaśpiewamy "mury się pną do góry", trzeba wwiercić się w temat. Pamiętam, że początkowo elewacja "brzydala" miała być też jasna, jak ta z planowanego hotelu. Zobaczymy, czy i w tym przypadku wizualizacja będzie odpowiadała rzeczywistości?


Źródło zdjęcia Trójmiasto.pl


Przy okazji stworzenia nowego parkingu zniknął wątpliwej urody atol, który urodą nie dorównywał jednak wyspom koralowym Pacyfiku. Były głosy krytyki, że to samowola Marynarki Wojennej, ale ja dobrze pamiętam z wojska: "ochrona granic nie płaci za nic".




czwartek, 6 czerwca 2013

W cieniu igrzysk, czyli pan Szczurek ma rację




Choć sprawuję na blogu niepodzielną władzę - niech no mnie który przegoni - i nie muszę martwić się, czy na kolejną pięciolatkę mnie wybiorą, to jednak liczę się z głosem publiki. Był głos o słowa obok zdjęć. Mówisz - masz.

To zupełnie inaczej niż nasi "wybrańcy". Oni wiedzą lepiej od nas czego nam potrzeba. W końcu sami ich poparliśmy - to im daje legitymację do wszelkich działań.

Już za chwilę, już za momencik nastąpi długo oczekiwane - jak wyczytałem na "Trójmiasto.pl": huczne otwarcie gdyńskiego "Obserwatorium zmian" - jak mówią na niego miejscy urzędnicy, lub "pomniku PR-u gdyńskiego magistratu" - jak mówi o nim opozycja. Ja tam nazywam Infobox najdroższą kotarą współczesnej Europy.

Oczywiście ja jestem laikiem, ale według mnie, wszystko co mamy tam znaleźć, czyli m.in. informacje o miejskiej ofercie kulturalnej, będzie można kupić bilety do teatru, zapoznać się z realizowanymi na terenie Gdyni inwestycjami, to można załatwić kilkoma kliknięciami myszki, przeszukując sieć. Chyba że chodzi o integrację społeczeństwa - wypicie kawy i popatrzenie na morze z wieży widokowej? Nasz prezydent miasta wyjaśnia mi o co tak naprawdę chodzi w tej - tymczasowej, dodajmy - inwestycji za 6 baniek. I wcale nie chodzi o to, że my tym Infoboxem otwieramy oczy niedowiarkom...
- Poprzez pomysł na Infobox staramy się pokazać mieszkańcom, co jest przyszłością. Nie wszyscy to rozumieją, ale mam nadzieję, że po otwarciu obiektu zmienią zdanie. W środku ma być atrakcyjnie, ale także mądrze - wyjaśnia Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

Dobrze, że są ludzie mądrzejsi ode mnie, wiedzący na co efektywnie wydać pieniądze obywateli. W sumie to wychodzi zaledwie ok. 25 złotych na mieszkańca (tak z grubsza licząc). Bo co by się stało, gdyby każdy z nas, z własnej kieszeni miał wyłożyć te marne grosze? I co by się stało, gdyby pewnego dnia do naszych drzwi zastukała załoga Dżi?

- Puk! Puk!

- Kto tam?

- Z Urzędu Miasta.

- Po cholerę?

- Składka na Infobox.

- A ile ma tego być?

- Rodzina 2 + 2... Tylko stówka.

- Aa spieprzaj dziadu!

Tak by było? Z pewnością. No i nie byłoby kontenerów, makietki, wieżyczki z widokiem na morze...




Trwa wyliczanka, co by można wybudować za pieniądze wywalone na tymczasową kotarę? Trochę jednak późno na takie zrywy obywatelskie. Poza tym nasi włodarze przenieśli na nasz grunt sprawdzone rozwiązania z zachodu. Jeśli u nas się ie sprawdzą, zawsze można powiedzieć, że polskie społeczeństwo jeszcze do takich rozwiązań nie dorosło. Oczywiście prezydent Szczurek ma rację, że nie liczy się z negatywnymi opiniami. "Zmienimy zdanie", czyli: przyzwyczaimy się do stających w środku miasta kontenerów, bo nic innego nam nie pozostanie. Wszyscy i tak "przybędziemy do stajenki". Zrobimy sobie zdjęcia - ja z babcią, babcia z dziadkiem, wnuczka z... nieznajomym - na tle kontenerów, wjedziemy na wieżę i... w następnych wyborach poprzemy naszego dobroczyńcę. Bo tak to już działa - igrzysk i chleba nam potrzeba.

A poza tym nie będzie tu nam Warszawa pluła w twarz! Mogła ministra rozpirzyć blisko 5 baniek na koncert, który trwał zaledwie chwilę? Mogła. Więc i my tu, nad polskim morzem, morzem trochę kasą potrząsnąć na kontenery, które będą trwać o wiele dłużej. W końcu mucha nie siada.



P.S. Zdjęcia sprzed dwóch tygodni, pokazują, że na wymianę chodnika na skwerku starczyło. Również zauważyłem, że jakiś gruz wynoszono z dawnej siedziby kina Atlantic, więc może wkrótce przestanie jego fasada straszyć.

środa, 5 czerwca 2013

Bo to nie tak miało być...



Wszystkiemu winne są ONE

Wczoraj mieliśmy święto. Święto bez świętowania... Swoją drogą szkoda, że nie wykorzystaliśmy tej historycznej chwili i zamiast piknikowania w słońcu mamy "żałobne" świętowanie w listopadowym chłodzie i deszczu, a patrząc na naszą pokręconą historię to każdy przełomowy moment naszych dziejów mógłby być świętem narodowym. Dlaczego więc nie wolne - prawie - wybory parlamentarne?


Minęło już prawie ćwierć wieku - jak to brzmi! - od zmian w naszym kraju, a tu w narodzie nie ma zgody co do zadowolenia z tych zmian (jak tu przeczytałem). Niektórzy nawet nie widzą sensu tych zmian, co wzbudza zrozumiałe oburzenie komentujących te dane, no bo kto przy zdrowych zmysłach chciałby powrotu do PRL? Oczywiście że nikt. No to skąd się biorą takie ciekawostki, że "na pytanie CBOS-u, czy warto było zmieniać ustrój, 59 proc. Polaków odpowiada, że tak. Przeciwnego zdania jest co czwarty Polak, a 16 proc. nie ma zdania"? Chociaż...


Jakiego przeciętnego Kowalskiego w dzisiejszych czasach byłoby stać kupić nowy samochód, postawić w garażu i... niech stoi? Zakładam, że wiemy o co chodzi? Nie? O licytację nowego-starego malucha, który stał nieużywany w garażu przez ponad 40 lat. No kogo byłoby stać??? I to działo się w czasach, gdy nowy samochód wcale nie tracił na wartości gdy wyjeżdżał z salonu. Wprost przeciwnie - jego wartość rosła jak na drożdżach. To oczywiście pół żartem pół serio. Niech każdy sobie zagarnie to pół, które mu bardziej pasuje.

A tak na poważnie? Cóż, wiadomo: punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Z badania wynika (dlaczego te dane mnie nie dziwią?):
Najlepiej swoją sytuację oceniają osoby zajmujące stanowiska kierownicze, specjaliści z wyższym wykształceniem, pracownicy średniego szczebla oraz technicy; w miarę dobrze - osoby prowadzące działalność gospodarczą. Za ofiary zmian uważają się najczęściej bezrobotni, a także osoby o najniższych dochodach i źle oceniające warunki materialne swoich gospodarstw domowych.

Później taki kierownik dziwi się bezrobotnemu... Chociaż nie - on się nie dziwi, bo przecież on sam się zrobił bezrobotnym... Jest nierobem, który tylko wyciąga rękę po publiczne pieniądze (najchętniej zaraz po odejściu od okienka w biurze pracy zapierdziela leczyć się na koszt ciężko pracujących). I zamiast pilnie się uczyć ze swojej pierwszej czytanki...


I ty możesz być Czakiem i nie machać tasakiem...

W komentarzach: suchej nitki nie pozostawiono na ludziach nie myślących jak zdrowy rozsądek nakazuje. Poniżej typowe wypowiedzi.

  • Tak dobrze było niektórym za komuny?
  • Kartki na żywność i używki, kolejki przed pustymi sklepami, patrole uzbrojonych żołnierzy na ulicych (w stanie wojennym, dla tych, którzy tego nie przeżyli), pozamykane granice, za najmniejsza krytykę ówczesnej władzy represje łącznie z odsiadką za poglądy. Oj dobrze było.
  • dwadzieścia parę lat - jakaż pamięć jet krótka już się zapomniało o nocnych kolejkach po ochłap ,pustych półkach stanie wojennym ITP - oj ludzie
  • Jakim trzeba byc idiota, by uwazac ze "nie bardzo sie poprawilo". Czy trzeba wyslac takich na Kube - na zawsze?

Pomijam milczeniem fakt, jakim trzeba być idiotą, żeby po tylu latach rusyfikacji nie mieć w sobie zapału i szacunku do ojczystego języka i nie potrafić porządnie pisać po polsku (używać polskich znaków). Tych, którym było lepiej za komuny zaraz nie wysyłałbym na Kubę, bo tam klimat lepszy na wygrzanie starych kości i okazałoby się, że w ten sposób robimy komuś przysługę. No właśnie. Taki dzisiejszy emeryt. Ja się nie dziwię, że mogą być wśród nich tacy, którym zwisa to, w jakim systemie przyszło im wiązać koniec z końcem. Wolności do garnka nijak nie włożysz. Zwisa im możliwość posiadania paszportu w kieszeni, bo i tak z "tamtych światów" mają jeden na celowniku.


A poza tym, zawsze chodzi o to, aby te plusy nie przesłoniły wam minusów...
Pewnego dnia na początku lat 80. udało się moim rodzicom otrzymać upragnione paszporty i wyjechać na kilka tygodni na zaproszenie dalekiej rodziny, zamieszkującej na terenach byłej RFN i liznąć tego wielkiego świata. Pamiętam, że szczególnie dla mamy, staranie się o paszport było nie lada wyzwaniem - musiała szczegółowo wymienić we wniosku paszportowym dane swojego ośmiorga rodzeństwa (chyba tylko grupy krwi nie trzeba było podawać?). Pojechali. Przyjechali. I przywieźli bajkowe opowieści z dalekiego, aczkolwiek bardzo bliskiego świata. Pośród nich była taka jedna "bajka" inna niż wszystkie. Pewien szukający pracy w Niemczech człowiek w akcie desperacji dał ogłoszenie do gazety: "jestem silny i głupi, i szukam pracy". Ponoć od razu dostał kilkanaście ofert pracy...


niedziela, 2 czerwca 2013

Podróże stonogi




Przez przypadek udokumentowałem niezdecydowaną dość podróż "stonogi". Wiadomo, nóg tyle, a każda chce iść w swoją stronę... Ponad rok temu nic nie zapowiadało, że "stonoga" z ulicy Świętojańskiej wyruszy w podróż.



W marcu tego roku "stonoga" jednak wyruszyła w podróż. Miało być po sąsiedzku: "sklep przeniesiono naprzeciwko za kioskiem po lewej stronie". No ale widocznie większa część odnóży powędrowała w górę Świętojańskiej. Całkiem słusznie, bo przechodzenie przez ruchliwą ulicę mogłoby się źle skończyć dla tak powolnego i długiego zwierzątka.



"Stonoga" ostatecznie wybrała bezpieczniejszą podróż, która zakończyła się całkiem blisko starej lokalizacji. Podróż zakończona. "Podróże" też w tym miejscu się skończyły.


sobota, 1 czerwca 2013

Konstrukcje duże i małe





Niedawno można było sobie spojrzeć na stojącą w gdyńskim porcie platformę do stawiania na morzu elektrowni wiatrowych, a w zeszłym tygodniu, przy okazji drzwi otwartych BCT, z bliska spojrzeć na śmigła takich wiatraków. Z tej perspektywy wyglądały jak jakieś ostrza mieczy albo szkielet wieloryba.




W związku z dzisiejszym dniem, mam zdjęcie jeszcze nie zamieszczane tutaj z Galerii Starych Zabawek - o samej galerii i inne zdjęcia z niej były tutaj. Budowanie konstrukcji trzeba zaczynać w młodym wieku...