sobota, 11 maja 2013

Przy fontannie



Dwa miesiące temu przeczytałem: "Gdyńska fontanna do przebudowy...". Po tych pierwszych słowach ucieszyłem się, że powstanie w tym miejscu nowa jakość, bo nie ma się co oszukiwać - gdyńska fontanna swoje lata świetności ma już dawno za sobą. Później gwałtownie wzrosła mi adrenalina: "W Gdyni szykuje się rewolucja, bo główna miejska fontanna...". Jednak po słowach, że fontanna "zmieni oblicze" emocje moje ostygły, bo wygląda na to, że "ogólna bryła zostanie zachowana", ale aż(?)... "zmienią się kolory". No i powstanie "mozaika z odpadów szkła". No cóż, jak się nie ma co się lubi...

W 1993 roku został wykonany remont fontanny ze "skwerku": "Spękane kielichy sklejono odpowiednią żywicą, co ma zapewnić im długowieczność". Podobno remont nie był prosty, gdyż nie zachowała się żadna dokumentacja techniczna, jedynie "z tabliczki można było się dowiedzieć, że fontannę wykonało MPWiK w 1974 roku z okazji XXX-lecia PRL wg. projektu artysty plastyka Ł. Rogińskiego" (Dziennik Bałtycki 23.06.93.). Natomiast najwyraźniej po uporaniu się z budową fontanny w latach 70. (pierwsza woda z fontanny na skwerku tryskała tu już dużo wcześniej: w 1938 roku), postanowiono pójść za ciosem - w 1975 roku były plany zbudowania drugiej fontanny, "w pobliżu Urzędu Miejskiego przy ul. Czołgistów, na pierwszym trawniku za znajdującym się tam parkingiem". Zaakceptowano projekt i... chyba na tym się skończyło (Dziennik Bałtycki 30.01.75). No i tak mnie trochę zaniepokoiły słowa sprzed 20 lat, zapowiadające długowieczność wyremontowanej fontanny. Cała nadzieja w tym, że remont został wykonany niedbale...

Coś mi mocno się wydaje, że przez prezentowane na blogu zdjęcia z mocnym spojrzeniem wstecz, obiektów odchodzących w przeszłość, sprawiły, że część czytelników bloga zaczęła postrzegać mnie jako obrońcę wszystkich staroci, które napotykam na swoich fotograficznych wypadach. A tak nie jest. Ja chcę po prostu dokumentować zachodzące obok nas zmiany i po latach sobie - i innym - przypomnieć, jak dane miejsce kiedyś wyglądało. Nie mam zamiaru kłaść się jak ten Rejtan przed każdą burzoną budowlą, tylko dlatego, że ma długą historię, że budzi we mnie ciepłe wspomnienia. Nie mam zamiaru zatrzymywać czasu rzeczywistego, ale tylko łapać go w kadrze.

Gdyńska fontanna nie jest tak wyjątkowym dziełem jak chociażby ta z Barcelony, aby przykuwać się do niej łańcuchem w jej obronie. Gdy miasto nie będzie się zmieniać, to "nowoczesność" będzie znaczyła tyle, ile na zdjęciu ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, pokazujące "nowoczesne bloki mieszkalne" w Gdyni. Gdyby to był primaaprilisowy żart, to ok, ale tak to śmieszno i straszno zarazem.




P.S. Cytaty z gazet zaczerpnięte - jak zwykle - z wyd. "Gdynia w gazetach".

2 komentarze:

  1. Witam.
    Kiedyś napisałem,że musimy młodym przypominać trochę historii i to podtrzymuję.Mam nadzieję,że Twoje zdjęcia i komentarze pozwolą na utrwalenie minionych lat.Sam osobiście z wielkim sentymentem oglądam to co utrwaliłeś na fotkach.To prawdziwy skarb naszego życia.Mam nadzieję,że Ci ,którzy nie potrafią odróżnić historii od obrońców "staroci" i docenienia tego co nas otacza przeniosą się na inne blogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego więcej tu nie potrzeba dodawać. I tak nieprzekonanych się nie przekona.
      Pozdrowienia.

      Usuń