poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Dlaczego za komuny...





"Dlaczego za komuny było lepiej?" - szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie, czasami ludzie trafiają na tego bloga. No proszę spojrzeć na to zdjęcie z początków lat 80. ubiegłego wieku. Dzisiaj, gdy zamknięto jedną nitkę estakady, przeczytać można tylko słowa: katastrofa, apokalipsa! A tu proszę, jak za komuny spokojnie było (oprócz momentu "czasu apokalipsy"). Żadnej apokalipsy. Luzik na drogach... A teraz tylko narzekania i pytania w stylu: panie premierze - jak żyć?! I komu to przeszkadzało...?**


**żart, jakby ktoś nie zrozumiał.
 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Co niedziela - karuzela




Gdyby nie zapisana na odwrocie odbitki data - 14.04.1991 - to pewnie nie miałoby ono szans na publikację, ale jak to już ustalono dawno temu: historycznym zdjęciom wiele się wybacza - nawet beznadziejny kadr ze słupem na środku. 22 lata minęły i jakoś tak niewiele lepiej to miejsce wygląda, pomimo zmiany przeznaczenia terenu. Staroświeckie wesołe miasteczko zastąpiły, również nie wyglądające na nazbyt nowoczesne, knajpy i fastfoody. Chociaż pogoda dziś podobna...



czwartek, 11 kwietnia 2013

Wiszący obiekt pożądania




Ostatnio nadmuchano sprawę zawieszonej kawy, czyli takiej, za którą klient płaci, ale nie wypija, tylko zostawia dla potrzebującego. Czytaj: spragnionego. Opinie wśród komentujących na temat akcji są podzielone, co mnie nie dziwi. Nie zamierzam komentować tej sprawy, bo mnie ona ani grzeje, ani chłodzi. Jak będę chciał się napić kawy na mieście, to nie będę biegał i szukał tej zawieszonej, tylko po prostu sobie ją kupię. Chwilowa moda jest dla mnie pretekstem do przypomnienia powyższego zdjęcia, które w tych okolicznościach przyrody (odezwały się głosy, aby ktoś zechciał zawiesić wypłatę z bankomatu) mógłbym nazwać: marzenia się spełniają. Oba zdjęcia przedstawiają ten sam fragment Świętojańskiej, ale dzieli je z pewnością ponad 15 lat. Starbucks nie przyłącza się do akcji - tak czytałem - więc marzenia o zawieszonej kawie trzeba jednak zrealizować gdzie indziej, choć wirtualnie jest już bliżej niż dalej.






wtorek, 9 kwietnia 2013

W tym szaleństwie jest metoda




W październiku 2012, w tym wpisie, zauważyłem przy okazji zmian na ul. Świętojańskiej: Kolejny sklep z "ciuszkami" do likwidacji. Z naiwnego myślenia wyprowadził mnie anonimowy komentujący, twierdząc: Ta ostatnia marka znana jest z tego że jest cały rok w "likwidacji" - tylko żebyś kupił. Miał rację. Poniższe zdjęcie sprzed kilku tygodni nie pozostawia złudzeń co do mojej naiwności. Chociaż z drugiej strony... Napisano tylko "totalna wyprzedaż, zamykamy sklep". Zamknąć sklep można na chwilę, nie musi to od razu oznaczać jego likwidacji... Ale mnie - i nie tylko chyba mnie - podeszli!




poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Uwierająca historia





Trochę uwiera nam najnowsza historia. W Gdańsku stoczniowa brama żyje cały czas w cieniu Lenina, czyli przepychanek związanych z dawną nazwą stoczni. W Berlinie - po ponad 23 latach od zburzenia berlińskiego muru, ludzie protestują przeciwko... burzeniu jego resztek. W Gdyni jakoś rozprawiono się ze stoczniową bramą bez rozgłosu. Szast-prast i po bólu. Powyższe zdjęcie to już prehistoria. W miejscu głównej bramy wjazdowej do gdyńskiej stoczni ma powstać rondo.



Nie udało mi się zrobić powtórkowego zdjęcia z pomostu nad torami kolejowymi, bo dostęp do niego został zamknięty. Być może będzie to kolejny element miasta, który niedługo pozostanie tylko na starych fotografiach?