niedziela, 4 listopada 2012

Odłamki



Jesień 2011

Zdjęcia nie o tym, o czym chciałem dziś słówko dodać, ale będzie o spadających elementach tynku, więc takie zdjęcia mi się skojarzyły (może inna okazja do ich prezentacji nie nadarzyłaby się). Bo tu tynku trochę skuto, aby coś się zmieniło w gdyńskiej galerii handlowej. Zobaczymy co się z tego wykluje, w tym mało atrakcyjnym - z handlowego punktu widzenia - zakątku ul. Obrońców Wybrzeża.


Obecnie

Impulsem do wpisu była informacja o spadających odłamkach tynku pod naszą kochaną estakadą. Czytamy tam o konieczności remontu i zakazie postoju cieżarówek pod Estakadą Kwiatkowskiego w rejonie terminala kontenerowego: "...ostrzegliśmy kierowców, by tam nie parkowali. Bo gdyby elementy estakady spadły na ich samochody, mogliby domagać się odszkodowania. Nie mówiąc już o tym, że mogłoby to być niebezpieczne" - stwierdził Stefan Benkowski z gdyńskiego ZDiZ (chyba przez zasiedzenie ten człowiek tam urzęduje, bo coś mi się zdaje, że mnie egzaminował na amatorskie prawo jazdy(?), a było to już bardzo dawno temu). Swoją drogą to mamy już Amerykę: urzędnika bardziej martwi groźba odszkodowań, niż ludzkie życie.

Ale wróćmy do spojrzenia wstecz. Nie mam niestety zdjęcia - a byłoby to ciekawe ujęcie - ale mam w pamięci obrazek sprzed około 30 lat. Na wysokości bramy wjazdowej do byłej bazy PKS przy ul. Hutniczej spadły nie tam jakieś kawałki tynku, ale całe - trzy chyba - elementy łączące filary, będące podstawą jezdni. Jeśli dobrze pamiętam, to było to po dużych opadach deszczu (estakada była wtedy w budowie) i być może to przyczyniło się do tego, że te elementy się zsunęły(?). Szczęściem w nieszczęściu było to, że zdarzyło się to podczas weekendu. Dlaczego szczęśliwie? Bo w tygodniu parkowały w tym miejscu ciężarówki z obcych oddziałów PKS-u i część z kierowców spała w kabinach. Strach pomyśleć, co by było gdyby...

4 komentarze:

  1. W tym sklepie z drugiego zdjęcia za czasów komuny (lata 60-70) był sklep "Gentleman". Sprzedawano tu krawaty, spinki do koszul i krawatów itd. Potem był sklep metalowy, handlowano głównie różnorakimi śrubkami i gwoździami. W lokalu obok była garmażeria, a na rogu ulic Władysława IV i Obrońców Wybrzeża była drogeria "Pollena-Lechia". Wszystko mam na zdjęciach robionych z balkonu mojego ówczesnego mieszkania. Powinienem zacząć blogować i ujawnić te "skarby" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obiecanki-cacanki. Od Twojego pomysłu minął grubo ponad rok (mam przecież dowód). Pomyśl, ile już miałbyś wpisów, gdyby robić tylko jeden miesięcznie. Może czas na jakieś przyrzeczenie noworoczne??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. @gregv5-o tym co piszesz to osobiście wiem,ale wytłumacz moim synom co to były za sklepy garmażeryjne.Asortyment pamiętam do dzisiaj i nawet ten sklep,ale młodzież ma wszystko w opakowaniach jednorazowych.
    Nawiasem mówiąc załóż swój blog,bo chętnie pooglądam fotki z Twojego zbioru i zapewne razem z @Slawnw dodawać będziemy swoje komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Slawnw - No, może po nowym roku... Na razie mam sporo pracy i muszę się wyrobić w terminach.

    @ szperacz - Sklepy garmażeryjne to były generalnie podrobowe wyroby mięsne (kaszanki, balerony, salcesony itd.), większość tych produktów sprzedawało się "na wagę". Miało dobre strony, bo środowisko nie było zaśmiecone plastikami. Były też złe bo produkty były mniej trwałe. Ale garmażerie to nie tylko były sklepy, bo oprócz handlu sprzedawano dania na gorąco (fasolka po bretońsku, flaki i temu podobne) które konsumowało się na miejscu w lokalu.
    Co do bloga będę musiał się w końcu nim zająć.

    OdpowiedzUsuń