poniedziałek, 26 listopada 2012

Najważniejsze to dobry bajer



Nie ma to jak dobry bajer. Prawda uniwersalna, nie tylko na okazję poderwania dziewczyny. Sprawdza się przy każdej okazji: Od naleśnika, do... no, na przykład mieszkania.


Rok 1963. Dziennik Bałtycki z dn. 12.01.63 informuje (i krytykuje): Przy Skwerze Kościuszki na rogu ul. Świętojańskiej rośnie duży dom dla Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Dom wznoszony jest metodą uprzemysłowioną wielkopłytową (w konstrukcji nie ma cegły). Będzie to tak zwany galeriowiec, to znaczy do poszczególnych mieszkań wejścia prowadzić będą z biegnących na zewnątrz galerii. Nie jest to naszym zdaniem pomysł zbyt fortunny, gdyż tego typu galerie raczej pozbawiają mieszkańców prywatnego odosobnienia. Ale cóż - podobno nie to ładne, co się komu podoba.**
 
Słówko wyjaśnienia co do lokalizacji wspomnianego budynku. Wersja dla starszych: ten w którym kiedyś mieściła się "Moda Polska"; wersja dla młodszych: ten naprzeciwko budowanego "Infokoksu" (nazwa moja, zastrzeżona).

Ileż to naśmiewają się dzisiejsze pokolenia z wielkopłytowego budownictwa, prawda? Że ciasne, że niefunkcjonalne, że kołchozy... itp., itd. Ale dzisiaj czytam, że wracamy do korzeni, czyli komuno wróć! No nie, to już nie jest to samo, co za komuny. To już nie są jakieś tam klitki - dzisiejszy świat oferuje nam..."mikroapartamenty" - jak czytam (i przy okazji turlam się ze śmiechu): nowy standard i nowe słowo. Rzeczywiście, kapitalizm jest w wymyślaniu eufemizmów niedościgniony. Czapki z głów. Podobno "z określeniem mieszkanie kompaktowe, oznaczającym np. dwa pokoje na 30 m.kw., zdążyliśmy się już oswoić". To oczywiste, w oparach wolności wszystko łatwiej przełknąć. W roku 1963 "galerie raczej pozbawiały mieszkańców prywatnego odosobnienia", ale za to dzisiaj można posiadać swoje własne miejsce odosobnienia (i wcale nie musi ono oznaczać więziennej celi). Można zaczynać już od 11 m.kw. Idzie ku lepszemu - najlepsze do dobry bajer: "najważniejsza jest idea projektu, która przewiduje wybudowanie w ramach jednej inwestycji możliwie dużej liczby maksymalnie skompresowanych lokali przy zachowaniu ich wysokiego standardu, co dotyczy również części wspólnych". Ale nie ma róży bez kolców, bo pojęcie "mikro" nie odnosi się do ceny metra kwadratowego. To po co więc kompresować? To tak jak z kostką masła - zmniejsza się ją, aby nie wydawała się za droga. I aby móc przeczytać, po powalającej z nóg cenie jednostkowej (jak apartament, to nie ma zmiłuj): "za to całkowita cena najtańszych mieszkań nie przekracza 100 tys. złotych. Prawda? Już nie wydaje się to tak drogo. Najważniejsze to dobry bajer, a człowiek wszystko łyknie. I pozostaje mi tylko na koniec przytoczyć słowa z gazety sprzed już blisko pół wieku: Ale cóż - podobno nie to ładne, co się komu podoba.

Galerii ci u nas dostatek, apartamentów też, naleśników - również...
Tylko jakoś neonów mało, więc...








**"Gdynia w gazetach przez 75 lat" - Małgorzata Sokołowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz