niedziela, 18 listopada 2012

Kamień milowy




Nie mam zamiaru powtarzać wpisu o widocznym na zdjęciu kamieniu milowym z ulicy Chylońskiej, bo krótka wzmianka była już o nim. Zdjęcie przypisuję miedzy innymi do segregatora z napisem "ad acta" ze względu na zmiany w tle - ulicę poszerzono o jeden pas. Tylko, że tak nieszczęśliwie... Ale po kolei.

Kamień milowy. Jak informuje ciocia Wiki: w przenośni pojęcie kamień milowy używane jest do oznaczenia wydarzeń szczególnie ważnych w historii jakiejś społeczności. W rozwoju cywilizacji na przykład kamieniami milowymi było niewątpliwie m.in. wynalezienie łuku, koła, prochu albo papieru [...].

No właśnie, wynalezienie koła było jednym z takich kamieni milowych, które to koło zaczęło się toczyć coraz szybciej po bezdrożach, więc powstała potrzeba ułatwienia toczenia się temu kołu. Na którymś z etapów historii dróg zaczęto wykładać je kostką brukową (kiedyś zwaną: kocimi łbami), aby współcześnie zastąpić kostkę czymś bardziej płaskim, czyli układa się teraz podkład pod koła z asfaltu lub - rzadziej, bo drożej - z betonu. Jednak Gdynia postanowiła pójść pod prąd historii (zapewne też wrócić do korzeni) i wyłożyła kostką brukową remontowany odcinek ul. Chylońskiej przy skrzyżowaniu z Północną. Jak postanowiono, tak zrobiono. W maju. Teraz, czyli w listopadzie, tu czytam, że ją się zrywa. Takim oto sposobem historia zatoczyła koło. A kamień milowy przy Chylońskiej stoi i się śmieje...

Kamienie milowe historii - jak też historia w ogóle - powinny nas czegoś uczyć, rozwijać naszą cywilizację, a tu masz ci los, gdyńscy włodarze nie potrafią z tych zdobyczy brać pełnymi garściami. Zawzięli się i zrób im coś:
W związku z przebiegiem w tym miejscu magistrali wodociągowej i brakiem możliwości przełożenia jej w chodnik, zastosowano kostkę, pod którą są płyty - wyjaśnia wiceprezydent Gdyni Marek Stępa
I w związku z tą skomplikowaną sytuacją:
Nawierzchnia na pewno nie zostanie zmieniona.

Prości ludzie jednak się dziwią jak dzieci:
Nie wierzę, iż w XXI wieku nie istnieje technologia, która pozwoliłaby połączyć dostęp do podziemnych instalacji z elementarnym komfortem jazdy.

Krótka historia przebudowy skrzyżowania pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a napewno to się tylko umiera. Jak to się nie da? Jak się da, to się zrobi...

A swoją drogą, to może zbyt krytycznym okiem patrzę na tę sytuację? Może położenie kostki brukowej miało swój głęboki sens, którego my, maluczcy, nie byliśmy w stanie dostrzec? Może to był kamień milowy w walce z korkami, które od lat trapią to miejsce?

Gdy ja piewszy raz wpadłem na tę kostkę... omijałem potem to skrzyżowanie szerokim łukiem, wybierając inne trasy przejazdu. Nigdy do końca człowiek nie wie, co w tych urzędniczych główkach się skrywa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz