poniedziałek, 26 listopada 2012

Najważniejsze to dobry bajer



Nie ma to jak dobry bajer. Prawda uniwersalna, nie tylko na okazję poderwania dziewczyny. Sprawdza się przy każdej okazji: Od naleśnika, do... no, na przykład mieszkania.


Rok 1963. Dziennik Bałtycki z dn. 12.01.63 informuje (i krytykuje): Przy Skwerze Kościuszki na rogu ul. Świętojańskiej rośnie duży dom dla Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Dom wznoszony jest metodą uprzemysłowioną wielkopłytową (w konstrukcji nie ma cegły). Będzie to tak zwany galeriowiec, to znaczy do poszczególnych mieszkań wejścia prowadzić będą z biegnących na zewnątrz galerii. Nie jest to naszym zdaniem pomysł zbyt fortunny, gdyż tego typu galerie raczej pozbawiają mieszkańców prywatnego odosobnienia. Ale cóż - podobno nie to ładne, co się komu podoba.**
 
Słówko wyjaśnienia co do lokalizacji wspomnianego budynku. Wersja dla starszych: ten w którym kiedyś mieściła się "Moda Polska"; wersja dla młodszych: ten naprzeciwko budowanego "Infokoksu" (nazwa moja, zastrzeżona).

Ileż to naśmiewają się dzisiejsze pokolenia z wielkopłytowego budownictwa, prawda? Że ciasne, że niefunkcjonalne, że kołchozy... itp., itd. Ale dzisiaj czytam, że wracamy do korzeni, czyli komuno wróć! No nie, to już nie jest to samo, co za komuny. To już nie są jakieś tam klitki - dzisiejszy świat oferuje nam..."mikroapartamenty" - jak czytam (i przy okazji turlam się ze śmiechu): nowy standard i nowe słowo. Rzeczywiście, kapitalizm jest w wymyślaniu eufemizmów niedościgniony. Czapki z głów. Podobno "z określeniem mieszkanie kompaktowe, oznaczającym np. dwa pokoje na 30 m.kw., zdążyliśmy się już oswoić". To oczywiste, w oparach wolności wszystko łatwiej przełknąć. W roku 1963 "galerie raczej pozbawiały mieszkańców prywatnego odosobnienia", ale za to dzisiaj można posiadać swoje własne miejsce odosobnienia (i wcale nie musi ono oznaczać więziennej celi). Można zaczynać już od 11 m.kw. Idzie ku lepszemu - najlepsze do dobry bajer: "najważniejsza jest idea projektu, która przewiduje wybudowanie w ramach jednej inwestycji możliwie dużej liczby maksymalnie skompresowanych lokali przy zachowaniu ich wysokiego standardu, co dotyczy również części wspólnych". Ale nie ma róży bez kolców, bo pojęcie "mikro" nie odnosi się do ceny metra kwadratowego. To po co więc kompresować? To tak jak z kostką masła - zmniejsza się ją, aby nie wydawała się za droga. I aby móc przeczytać, po powalającej z nóg cenie jednostkowej (jak apartament, to nie ma zmiłuj): "za to całkowita cena najtańszych mieszkań nie przekracza 100 tys. złotych. Prawda? Już nie wydaje się to tak drogo. Najważniejsze to dobry bajer, a człowiek wszystko łyknie. I pozostaje mi tylko na koniec przytoczyć słowa z gazety sprzed już blisko pół wieku: Ale cóż - podobno nie to ładne, co się komu podoba.

Galerii ci u nas dostatek, apartamentów też, naleśników - również...
Tylko jakoś neonów mało, więc...








**"Gdynia w gazetach przez 75 lat" - Małgorzata Sokołowska

sobota, 24 listopada 2012

Dzień bez zakupów





Robiliście dziś zakupy? Noooo nie widzę zbyt wielu łapek w górze.
W tej podziemnej galerii handlowej przy SKM Wzgórze na pewno nie zrobimy już zakupów. To przeszłość - zdjęcie z grudnia 2009. W sąsiednim tunelu funkcjonowała kiedyś chyba najdłuższa księgarnia w Gdyni. Zajmowała całą długość tunelu. Ale to było wieki temu... to znaczy chyba z kilka wiosen.


To może jeszcze piosenka o sprzedawaniu

The Cult - She Sells Sanctuary

 

czwartek, 22 listopada 2012

Na przyszłość, czyli koniec z anonimowością



Zdawałem sobie sprawę, że taki moment musi kiedyś nadejść. Wcześniej czy później. Niestety zaczęły się pojawiać niby komentarze, co to nic wspólnego z nimi nie mają, a w rzeczywistości są reklamami. Nie mam czasu zajmować się tylko śledzeniem, czy coś nieodpowiedniego się pokazało i zajmować się kasowaniem tego. Dlatego koniec z anonimowymi komentarzami... Lajf is brutal.
Dziś tylko kilka zdjęć, które dopiero po latach nabiorą wartości (jak zawsze, trza kliknąć, aby zobaczyć wszystko trochę większe).


To zrobiłem, bo być może kiedyś będzie tu wjazd do supermarketu na terenie dawnego TOS-u.


Początkowo trochę żałowałem, że nie zrobiłem tego odcinka ul. Chwarznieńskiej przed wycinką drzew, ale później pomyślałem, że może to i dobrze, bo widać, jak pokręcona jest w tej chwili droga. Z zarysu wycinki widać, że przy okazji poszerzenia będzie też prostowanie jej przebiegu.

Ma też powstać tunel dla zwierząt. Na razie: "tunel" pod wiaduktem na Wielkopolskiej.



Tu ma powstać kładka dla pieszych... więc może kiedyś to będzie ciekawe zdjęcie(?).



Stacje Neste też niby ktoś miał wykupić, to zrobiłem zdjęcie.


Teraz trzeba tylko cierpliwie czekać, aż zdjęcia te nabiorą mocy.


Budgie - Time To Remember




niedziela, 18 listopada 2012

Kamień milowy




Nie mam zamiaru powtarzać wpisu o widocznym na zdjęciu kamieniu milowym z ulicy Chylońskiej, bo krótka wzmianka była już o nim. Zdjęcie przypisuję miedzy innymi do segregatora z napisem "ad acta" ze względu na zmiany w tle - ulicę poszerzono o jeden pas. Tylko, że tak nieszczęśliwie... Ale po kolei.

Kamień milowy. Jak informuje ciocia Wiki: w przenośni pojęcie kamień milowy używane jest do oznaczenia wydarzeń szczególnie ważnych w historii jakiejś społeczności. W rozwoju cywilizacji na przykład kamieniami milowymi było niewątpliwie m.in. wynalezienie łuku, koła, prochu albo papieru [...].

No właśnie, wynalezienie koła było jednym z takich kamieni milowych, które to koło zaczęło się toczyć coraz szybciej po bezdrożach, więc powstała potrzeba ułatwienia toczenia się temu kołu. Na którymś z etapów historii dróg zaczęto wykładać je kostką brukową (kiedyś zwaną: kocimi łbami), aby współcześnie zastąpić kostkę czymś bardziej płaskim, czyli układa się teraz podkład pod koła z asfaltu lub - rzadziej, bo drożej - z betonu. Jednak Gdynia postanowiła pójść pod prąd historii (zapewne też wrócić do korzeni) i wyłożyła kostką brukową remontowany odcinek ul. Chylońskiej przy skrzyżowaniu z Północną. Jak postanowiono, tak zrobiono. W maju. Teraz, czyli w listopadzie, tu czytam, że ją się zrywa. Takim oto sposobem historia zatoczyła koło. A kamień milowy przy Chylońskiej stoi i się śmieje...

Kamienie milowe historii - jak też historia w ogóle - powinny nas czegoś uczyć, rozwijać naszą cywilizację, a tu masz ci los, gdyńscy włodarze nie potrafią z tych zdobyczy brać pełnymi garściami. Zawzięli się i zrób im coś:
W związku z przebiegiem w tym miejscu magistrali wodociągowej i brakiem możliwości przełożenia jej w chodnik, zastosowano kostkę, pod którą są płyty - wyjaśnia wiceprezydent Gdyni Marek Stępa
I w związku z tą skomplikowaną sytuacją:
Nawierzchnia na pewno nie zostanie zmieniona.

Prości ludzie jednak się dziwią jak dzieci:
Nie wierzę, iż w XXI wieku nie istnieje technologia, która pozwoliłaby połączyć dostęp do podziemnych instalacji z elementarnym komfortem jazdy.

Krótka historia przebudowy skrzyżowania pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a napewno to się tylko umiera. Jak to się nie da? Jak się da, to się zrobi...

A swoją drogą, to może zbyt krytycznym okiem patrzę na tę sytuację? Może położenie kostki brukowej miało swój głęboki sens, którego my, maluczcy, nie byliśmy w stanie dostrzec? Może to był kamień milowy w walce z korkami, które od lat trapią to miejsce?

Gdy ja piewszy raz wpadłem na tę kostkę... omijałem potem to skrzyżowanie szerokim łukiem, wybierając inne trasy przejazdu. Nigdy do końca człowiek nie wie, co w tych urzędniczych główkach się skrywa.


sobota, 17 listopada 2012

Żywy trup nr 11



Świętojańska wśród najdroższych ulic polskich miast. Nie wiadomo, czy to powód do dumy, czy też fakt niewiele wnoszący do naszego codziennego życia? Nie będę nad tym rozmyślał. Znalazłem sobie inny punkt zaczepienia do rozmyślań przy okazji tego rankingu. Przy okazji kilka fotek a propos.



Świętojańska wymiera, to pogląd dość powszechny, ale z jakiego powodu i czy pogląd ten jest trafny? No właśnie? Według mnie - i nie tylko - główna gdyńska ulica umiera. Ja obstawiałem nadmierną ekspansję banków, ale może to ze starości? Do starości jeszcze mi daleko, ale biorąc pod uwagę średnią długość życia to zdecydowanie mam już z górki (fakt: lepiej mi się idzie z górki, niż pod nią wchodzi). Trochę do myślenia dał mi wywiad z Wojciechem Szczurkiem sprzed ponad dwóch lat.

Na pytanie: Co by Pan powiedział Czytelnikom, którzy uważają, że na Świętojańskiej jest znacznie gorzej niż kiedyś, że ta ulica umiera?

Prezydent Gdyni odpowiada:
- Takie narzekanie to na pewno nie jest powszechny pogląd i moim zdaniem absolutnie bezpodstawny. Ja mam 46 lat i wspominam z sentymentem to, co działo się przed 30 laty - w czasach przecież znacznie mniej kolorowych, skromniejszych. Powtórzę to, co na początku powiedziałem: tacy już jesteśmy, że z rozrzewnieniem i przez różowe okulary spoglądamy wstecz. Na Świętojańską też.

Innymi słowy: starzeję się i zaczynam patrzeć na Świętojańską "przez różowe okulary". Hmmm.. okularów co prawda już używam, ale chyba nie takich co potrzeba, bo okazuje się, że w parze z różowym kolorem dochodzą złudzenia optyczne:
- Na Świętojańskiej wciąż jest bardzo duży ruch. Inna rzecz, że kiedyś było tu wąsko, teraz jest znacznie szerzej. Więc też tłok na ulicy mniejszy - tak to swoim gospodarskim okiem widzi Wojciech Szczurek. Aha, to i tak PRL oszukiwał! Robił sztuczny tłok za pomocą wąskich chodników. Ale mnie oszukali!



Jej elitarność nieco przyblakła...

No a co w sprawie wszędobylskich banków miał do powiedzenia prezydent w lutym 2010?   

- Obecność banków przy głównej ulicy to zjawisko typowe dziś dla miast, nie tylko w Polsce. To zarazem pozytywny sygnał - widać, że są tu pieniądze i dla banków "interes do zrobienia", z drugiej zaś strony - ja też wolałbym, żeby zamiast kolejnych banków pojawiały się przy Świętojańskiej restauracje, kawiarenki, bistra.
 
Rok później ten "pozytywny sygnał" i "typowe zjawisko dla miast" zaczęły najwyraźniej przeszkadzać.
W marcu 2011 przeczytać można było: Banki są niemile widziane, ponieważ ulica jest martwa. Władze Gdyni postanowiły interweniować. Nie chcą ekspansji placówek finansowych w sercu miasta. Koniec z lokalizowaniem następnych banków i instytucji pośrednictwa kredytowego przy ul. Świętojańskiej. Władze Gdyni zdecydowały się zabezpieczyć najbardziej reprezentacyjną ulicę w mieście przed ekspansją takich placówek.

No to jak to ze mną w końcu jest panie prezydencie? Mam te omamy wzrokowe, czy też nie, czy też znowu szerokość chodników się zmieniła? W ciągu zaledwie jednego roku taka radykalna zmiana stanowiska? Ech, za władzą to człowiek nie nadąży... A ja już miałem propozycję, aby w budowanym Infokoksie wydzielić punkt informacyjny odnośnie banków na Świętojańskiej - porównania kredytów, oprocentowania lokat itp. Ludność miałaby cały przegląd oferty w jednym miejscu i nie szwędałaby się po już i tak zatłoczonej ulicy. Ale może to zły pomysł, bo lepiej niech ludzie się kręcą po ulicach. Tak dla zdrowotności. Przejdzie się jeden z drugim tam i z powrotem, to od razu lepiej się poczuje.


Patrząc miejscami powyżej linii sklepów, to można odnieść nieodparte wrażenie, że Świętojańska powinna zajmować raczej... 111 pozycję.


Banki jednak nie dają za wygraną i znajdują sobie nowe lokalizacje. Coś się otwierało - na bank coś "bankowego" - naprzeciwko hali targowej przy ul. Wójta Radtkego, w lokalu, w którym dawniej królowały leniwe, pierogi, naleśniki, kakao i zupy mleczne...


czwartek, 15 listopada 2012

Gdyński Dreamliner, czyli pomarzyć...



Kliknij, aby zobaczyć cokolwiek

Jest okazja. Dziś w Polsce dzień spełnionych marzeń. Sen o potędze. To my, pierwsi w Europie, możemy sobie pomarzyć w obłokach! Dreamliner jest już nasz... Nie będzie tu jednak o gdyńskim lotnisku (o dawnym - w Rumi - tu było), ale jak najbardziej o marzeniach, które czasami się spełniają, a czasami... Długo nosiłem się z zamiarem założenia memu miastu "teczki" w dziale s-f, czyli science fiction. Ktoś sobie coś zamarzy i już kreśli śmiałe plany. A że czasami guzik z nich wychodzi, to należałoby je choć tu zachować dla potomnych. Niech widzą, jaką ich przodkowie mieli fantazję. Biorąc pod uwagę tylko ostatnie lata, to należałoby wspomnieć plany przekształcenia ul. Świętojańskiej w deptak, pamiętam też jakiś wielki łuk triumfalny na Molu Południowym... Tylko tyle mi przychodzi do głowy na szybko, ale jestem pewien, że po wnikliwych poszukiwaniach trochę by się tego zebrało. Od czegoś trzeba jednak zacząć.

Jest takie marzenie: Do Molo Południowego dobudowana zostałaby specjalna odnoga, przy której cumowałyby robiące ogromne wrażenie statki. Wrażenie jest jednak wprost proporcjonalne do kosztów

A co na to proza życia?
Ile projekt będzie kosztował? Nikt tego nawet nie chce liczyć - wstępnie między 300 a 500 mln zł. Kto wyłoży takie pieniądze? Na razie chętnych nie widać.

 - Pomysł jest świetny, ale Zarząd Portu Morskiego Gdyni nie ma środków na jego realizację - przyznaje wprost Janusz Jarosiński prezes ZMPG.


 Nie ma to jak twardo stąpać po gruncie, ale jak to robić w mieście, gdzie wkoło sporo wody?
To choć muzycznie coś realnego wrzucę. Black Sabbath z płyty Master of Reality (o rany, 1971 rok! Jak ten czas zapieprza!) utwór: też a propos wpisu - "After Forever".




Po tygodniu od opublikowania wpisu dodaję jeszcze gdańskie marzenie, które... "nigdy się nie ziści". Tak przynajmniej informuje Trójmiasto.pl. Szkoda. Jak coś fajnego wymyślą to od razu do kosza.




wtorek, 13 listopada 2012

Marynarka Wojenna nie jedno ma imię



"Znikają trzy samoloty, czy pojawi się trawler?" - taki tytuł na Trójmiasto.pl zachęcił mnie do zamieszczenia zdjęć jeżdżącego muzeum w służbie naszej Marynarki Wojennej. Artykuł traktuje o zmianach, jakie mają zajść w Muzeum Marynarki Wojennej (na terenie wystawy pod gołym niebem). Jak czytamy w informacji:

- Cztery obiekty powędrują na pięć lat do muzeum w Dęblinie - informuje Iwona Krysiewicz z gdyńskiego muzeum. Ale od razu zastrzega: - Użyczanie sobie nawzajem eksponatów to normalna praktyka. Wypożyczane eksponaty to śmigłowiec Mi-4ME, myśliwce Mig-21 bis i Lim-6 bis oraz eksploatowany jako samolot rozpoznawczy IŁ-28R.

Mig służył na lotnisku w Babich Dołach od 1980 roku. Był to jeden z pierwszych tego typu samolotów w Gdyni. Dotarł tam prosto z fabryki i latał do momentu awarii, która w 1994 roku uziemiła maszynę. IŁ-28R stacjonował w Siemierowicach, choć w 1956 roku przez kilka miesięcy był eksploatowany w Gdyni. Również Lim-6bis związany był z lotniskiem w Siemierowicach. Śmigłowiec Mi-4ME służył w Darłowie do zwalczania okrętów podwodnych w latach 1965-1981.

Na wystawie plenerowej zostaną jeszcze trzy inne statki powietrzne. Iwona Krysiewicz obiecuje, że w miejsce wypożyczonych samolotów powinien pojawić się tr...

No i tu pojawił się właśnie problem, który podjęli komentujący. Co niby ma wspólnego trawler z obroną naszych morskich granic? Okazało się, że mowa o trałowcu, ale autorka tekstu Magdalena Iskrzycka widocznie nie należy do osób znających się na technicznej stronie życia. Ale po poprawkach, zrobionych raczej na odwal się, czytelniku, nadal trawler przeplata się z trałowcem. W tytule poprawiono, pod zdjęciem nadal trawler, dalej w tekście znowu trałowiec i pod koniec znowu: "Iwona Krysiewicz obiecuje, że w miejsce wypożyczonych samolotów powinien pojawić się trawler". Nie chodzi o złośliwość, czy też czyhanie na czyjeś potknięcie, bo jak ktoś zauważył w komentarzu: "Pani Magdalenie troszkę nie wyszło. Pani Magdaleno, proszę się nie martwić. Nie mylą się tylko Ci, którzy nic nie robią. A tekst może Pani przecież dodatkowo edytować". Jednak z edytowaniem też "troszkę nie wyszło", więc już dalej pani Magdaleny bronić nie potrafię. Dobrze że sprawa nie jest tego kalibru, jak z odrestaurowaniem 200-letniego obrazu Jezusa. Tam też "troszkę nie wyszło". No dobrze, już dość złośliwości.

Nie zdziwmy się, gdy pewnego dnia w Muzeum Marynarki Wojennej stanie eksponat, który raczej nie kojarzy się z obronnością kraju, ale jak napisałem w tytule...












niedziela, 11 listopada 2012

Siedząc na przystanku - III





Siedząc na przystanku, czekając na spóźniony autobus, przeglądając wiadomości, oko zatrzymało mi się na tytule: "W Warszawie jest 10 razy więcej reklam niż w Paryżu". No rzeczywiście, bajzel mamy w tym temacie pierwszej kategorii. Nie tylko w Warszawie i nie tylko w porównaniu z Paryżem. Po powrocie do domu zapragnąłem przypomnieć sobie, jak wyglądał ten nasz świat słusznie miniony bez reklam. Znalazłem film z lat '70. Jak pięknie to wszystko wyglądało... Fakt, propagandą zieje tu nie do wytrzymania, więc osoby wrażliwsze, nie mogące wyzwolić się ze spoglądania na naszą przeszłość wyłącznie poprzez pryzmat słusznie minionych trzech liter, proszone są o wyłączenie dźwięku. Dla swojego dobra.



sobota, 10 listopada 2012

Przyspieszamy, czyli do diabła z ekologią




Dzisiaj wyskoczymy z ciasnych butów lokalnego patriotyzmu i popatrzymy jak się podróżuje pomiędzy Gdańskiem a Warszawą. Tym samym zaczynam spijać śmietankę z kilku lat blogowania. Coś w blogowych papierach się zbiera i można to po zaledwie kilku latach wykorzystać w myśl zasady: cokolwiek powiesz (a ja zapiszę), może być użyte przeciwko...
W marcu tego roku, przy okazji porównań oferty przewoźników na tej trasie, wspominałem o cudownym skracaniu się czasu przejazdu pomiędzy Gdańskiem i Warszawą w przypadku tego przewoźnika. Cytowałem artykuł: "Czas przejazdu - jak pociągiem - 6 godz. 10 min. (dzisiaj 5 godz. 45 min.)". Jakoś autor jednocześnie nie informuje, że czas przejazdu zmniejszył się dlatego, że skrócono trasę autobusów, które już nie przepychają się przez miasto z centrum Gdańska do Oliwy (tym samym zdjęcie powyżej należy zaliczyć do historycznych). Tak pisałem 2 lata temu. Dziś nam autostrad i dróg ekspresowych przybyło, więc nie dziwota, że Polski Bus znowu przyspieszył. Żartowałem! Co prawda przewoźnik reklamuje się: "krótszy czas przejazdu na trasie W-wa - Gdańsk - tylko 4h 55 min" (z tym czasem, to jak z cenami: 4,99), więc mamy blisko godzinę krótszy przejazd w stosunku do tego sprzed zaledwie dwóch lat?! Jakieś super rakiety zakupiła firma?

No nie do końca. Co prawda wprowadzono piętrowe autobusy - wg. wiarygodnych świadków, nie ma już takiego luzu pomiędzy fotelami względem pierwszych autobusów - ale to nie tłumaczy "przyspieszenia". W temacie zagęszczenia foteli: czyżby trafił się zupełnie a propos plakat "trudniej znaczy lepiej"? Cudowne przyspieszenie czasu przejazdu jest spowodowane - znowu - wysadzaniem pasażerów praktycznie na rogatkach Warszawy. Ot i cały cud (przy okazji przerzucamy koszty dotarcia do centrum do portfela pasażera).

"Zaczekaj na większy wybór" - czytamy na plakacie na gdańskim dworcu autobusowym. Nie ma co już czekać. Wybór będzie się zacieśniał, aż pozostaniemy z wyborem bez wyboru. Takie są koleje konkurencji. No właśnie, a co tam na kolei, bo przyznam, że właśnie w tym środku lokomocji upatruję ostatniej ostoi - choć to na dzień dzisiejszy wydaje się w Polsce utopią - odrobiny luksusu. We wpisie sprzed dwóch lat pisałem: "Modernizacja trasy kolejowej Gdańsk - Warszawa jest przeprowadzana pod składy Pendolino z wychylnym pudłem, a zakupione zostaną takowe zastawy... bez "wahadeł". Podobno różnica w konstrukcji pociągu przełożyłaby się na 18 minut różnicy w czasie podróży z Gdańska do naszej stolicy. Pociąg wychylny miałby pokonać trasę Gdańsk Główny - Warszawa Wschodnia w 2 godziny 3 minuty. Piszę "podobno", bo forumowicz Kajetanb52 "stawia diamenty przeciw orzechom, że nawet po modernie pojazd nie zejdzie poniżej 3h. Pewnego dnia spojrzymy wstecz i "rozliczymy" tu wszystkich. I zobaczymy komu należeć się będą "diamenty" a komu "orzechy".

Czy już nadszedł czas na rozdanie nagród za trafne prognozy? Sam nie wiem. Minister transportu Sławomir Nowak zapowiedział, że za dwa lata w 2,5 godziny przemieścimy się koleją pomiędzy Gdańskiem i Warszawą, ale już kolejarze studzą te prognozy (bo coś tam coś tam) i "wolą mówić, że na przełomie 2014 i 2015 r. czas podróży do Gdańska będzie wynosił "nieco poniżej trzech godzin".



A może na otarcie łez muzyczna podróż pod parą? Do diabła z ekologią! Dajmy czadu, gdy kolei już ledwo sapie, już ledwo zipie...
Pat Metheny Group - Last Train Home





niedziela, 4 listopada 2012

Odłamki



Jesień 2011

Zdjęcia nie o tym, o czym chciałem dziś słówko dodać, ale będzie o spadających elementach tynku, więc takie zdjęcia mi się skojarzyły (może inna okazja do ich prezentacji nie nadarzyłaby się). Bo tu tynku trochę skuto, aby coś się zmieniło w gdyńskiej galerii handlowej. Zobaczymy co się z tego wykluje, w tym mało atrakcyjnym - z handlowego punktu widzenia - zakątku ul. Obrońców Wybrzeża.


Obecnie

Impulsem do wpisu była informacja o spadających odłamkach tynku pod naszą kochaną estakadą. Czytamy tam o konieczności remontu i zakazie postoju cieżarówek pod Estakadą Kwiatkowskiego w rejonie terminala kontenerowego: "...ostrzegliśmy kierowców, by tam nie parkowali. Bo gdyby elementy estakady spadły na ich samochody, mogliby domagać się odszkodowania. Nie mówiąc już o tym, że mogłoby to być niebezpieczne" - stwierdził Stefan Benkowski z gdyńskiego ZDiZ (chyba przez zasiedzenie ten człowiek tam urzęduje, bo coś mi się zdaje, że mnie egzaminował na amatorskie prawo jazdy(?), a było to już bardzo dawno temu). Swoją drogą to mamy już Amerykę: urzędnika bardziej martwi groźba odszkodowań, niż ludzkie życie.

Ale wróćmy do spojrzenia wstecz. Nie mam niestety zdjęcia - a byłoby to ciekawe ujęcie - ale mam w pamięci obrazek sprzed około 30 lat. Na wysokości bramy wjazdowej do byłej bazy PKS przy ul. Hutniczej spadły nie tam jakieś kawałki tynku, ale całe - trzy chyba - elementy łączące filary, będące podstawą jezdni. Jeśli dobrze pamiętam, to było to po dużych opadach deszczu (estakada była wtedy w budowie) i być może to przyczyniło się do tego, że te elementy się zsunęły(?). Szczęściem w nieszczęściu było to, że zdarzyło się to podczas weekendu. Dlaczego szczęśliwie? Bo w tygodniu parkowały w tym miejscu ciężarówki z obcych oddziałów PKS-u i część z kierowców spała w kabinach. Strach pomyśleć, co by było gdyby...

piątek, 2 listopada 2012

40 lat minęło



40 lat minęło jak jeden dzień...

Po przejrzeniu zdjęć z ostatniego, niedzielnego maratonu zdjęciowego (albo raczej: maratoniku), te wybrane na dzisiaj złożyły się na swoistą pocztówkę dźwiękową, choć ta "40" jest dość luźno potraktowana. Produkcję "malucha" - ważny element serialu "Czterdziestolatek" - rozpoczęto w Polsce prawie 40 lat temu (w czerwcu 1973), a płyta Uriah Heep - Look At Yourself - ujrzała światło dzienne pod koniec 1971 roku, więc ciut ponad 40. Patrząc na serię luster, ukradkiem spoglądających na ul. Morską, przypomniała mi się właśnie wspomniana płyta, w której można było się przejrzeć. Jak w lustrze.



Spojrzenie na ul. Morską, czyli look at youself