piątek, 5 października 2012

Wesoły autobus




Miałem zamiar wrócić jeszcze raz do trolejbusu skoda, ale musiałem dokopać się do zdjęcia innego modelu tego trolejbusu (wcześniejszego?), który zobaczyłem na terenie muzeum w norweskim Bergen. Niestety tylko przez ogrodzenie, więc poniższe zdjęcie takie sobie. Dlaczego jednak w tytule wpisu tkwi uparcie 'autobus'? Bo tak naprawdę bodźcem do zamieszczenia tych zdjęć był radiowy reportaż właśnie pod tytułem: "Wesoły autobus" Grażyny Wielowieyskiej. I nie jest ten reportaż - jakby niektórym mogło się wydawać - o autobusie, w którym podróż umila się napojami wyskokowymi (jeszcze ktoś by wyskoczył przez okno w czasie jazdy?).


W Warszawie, od trzech miesięcy, można spotkać kierowcę autobusu, który "postanowił uśmiechać się i tym uśmiechem zarażać innych i komunikuje się z pasażerami przez mikrofon, wita wsiadających, żegna wysiadających, życząc im miłego dnia. Częstuje domowym ciastem. Podróż umila także opowiadając o Warszawie, o mijanych miejscach, swoją wiedzę zdobywał na kursie dla pilotów wycieczek". Tu można, klikając na znaczek głośnika, wysłuchać 12-minutowego reportażu. Ja się uśmiechnąłem - trochę robiąc oczy jak 5-złotych - w momencie, gdy bohater reportażu opowiada o swojej ścieżce kariery: "...z zawody jestem kelnerem, hotelarzem, zrobiłem kurs pilotów wycieczek, ale bez doświadczenia nikt nie chciał mnie przyjąć, brałem pod uwagę jeszcze szkołę fotograficzną, ale mam słaby wzrok, to nie mogłem do tej szkoły pójść". A ja zawsze myślałem, że to kierowca zawodowy musi mieć dobry wzrok?!? Piszę to bez złośliwości. Tylko dziwnie mi to zabrzmiało i jednocześnie trochę rozbawiło, ale w końcu to o wesołym autobusie rzecz jest...

Myślę, że z takim kierowcą, ludzie łatwiej mogliby podróżni znieść - nawet i dzisiaj - trudy podróży takim trolejbusem, jaki prezentuję poniżej. Jest to dość dziwnie wyglądający - ochrzczony przed Norwegów "sputnikiem" - pojazd powstały w kooperacji angielsko-norweskiej Sunbeam (podwozie)/Munck (nadwozie). Widoczny na zdjęciu pojazd wyprodukowano w 1957 roku a wycofano z eksploatacji w 1974, gdy u nas królowały już skody.











Historia kierowcy jest taka z typu słodko-gorzkich i wydaje mi się, że bohater reportażu nie jest w sprawach zawodowych do końca spełniony. Gdzieś w tle pobrzmiewa mi nutka smutku. A gdy wspomina o własnej działalności: "Prowadziłem z żoną w szkole, w stołówce, firmę gastronomiczną. Wygryziono nas tam w dziwny sposób. Był przetarg, o którym nie poinformowano nas, a firma prosperowała dobrze przez 6 lat. No ale układy, układziki w małych miasteczkach... Samo życie"; to po raz n-ty pomyślałem sobie: taki jest mój kraj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz