piątek, 19 października 2012

To tylko kawa



Powyższe zdjęcie jest małym wycinkiem całego kadru - stąd ta "wyśmienita jakość" - przedstawiający fragment kamienicy przy ul. Świętojańskiej róg Kilińskiego, bo sklep z odzieżą nie był głównym jego motywem. Nie wiedziałem, że za rok będzie tu zupełnie coś innego, choć niedaleko pada jabłko od jabłoni - "mała czarna" nie jedno ma przecież znaczenie.



Zdjęcia zrobione kilka tygodni temu, ale czekały - jak to często u mnie bywa - na jakiś impuls, który pozwoliłby im zaistnieć na blogu. Bo tak tylko same zdjęcia puszczać, to tak jakoś... Tu trafił mi się impuls: "Mój świat skończył się dziś rano", "To straszna, straszna tragedia!" - donosił kilka dni temu "New York Times". Atak terrorystyczny? Wybuch kolejnej wojny? Nie, w amerykańskich kawiarniach Starbucks zabrakło dyniowej latte. Kawa sprzedawana jest sezonowo w okolicy Halloween i kosztuje 4 dolary za najmniejszy kubek. W tym roku w pierwszych dniach oferty Amerykanie wykupili wszystko, a ci, którzy odeszli z kwitkiem, w tym 26-letni pośrednik nieruchomości z Manhattanu i 38-letni mieszkaniec Lexinghton w stanie Kentucky, opowiadali dziennikarzom "o najgorszym dniu w ich życiu". Jedynym głosem rozsądku była wypowiedź Cynthii Smalls, baristki w Starbucksie na Manhattanie: - Ludzie, wiecie, że to tylko kawa, prawda?

Tylko kawa? Doprawdy? Spróbujcie powiedzieć to szefom wspomnianego Starbucks. Po spojrzeniu na polską stronę firmy, pomyślałem z przekąsem, że to kolejna firma "inne niż wszystkie" (tak jak ten bar nazywający się restauracją). Inna - bo z misją. "Nasza misja: inspirować i wspierać ludzkiego ducha - jedna osoba, jeden kubek, jedna okolica". Noooo! Powiało wielkim światem i wzniosłymi ideami! To już nie to samo, co misja z PRL-owskiego saturatora: jeden kubek, jedna okolica, ale wiele osób...


Jeszcze przy okazji zmian na ul. Świętojańskiej. Kolejny sklep z "ciuszkami" do likwidacji. To już chyba niedługo na głównej gdyńskiej ulicy same banki i kawiarnie zostaną (czy też powstaną)? Niegdyś główna ulica handlowa, dziś finansowo-kawiarniana. Też może być. Aby interes się kręcił i ludzie się tu też kręcili.


P.S. Okazuje się, że nie wszyscy za oceanem zwariowali na punkcie kawy:
Przypadkowo przeczytałem początek wywiadu z jedną ze współczesnych pisarek amerykańskich Ann Patchett, ale nie kontynuowałem lektury, bo nie interesują mnie jej pretensje do świata w sprawie jej decyzji o nie posiadaniu dziecka. Każdy żyje jak mu wygodniej...
Zainteresował mnie poniższy fragment:
Zamiast zgiełku Nowego Jorku czy Los Angeles wybrała prowincjonalne Nashville, które na całym świecie kojarzy się wyłącznie z festiwalem muzyki country. Dlaczego? "Bo w Nashville nie ma korków, ludzie są mili i nie chodzą do Starbucksa".


To co? Jeszcze jedna filiżaneczka?

 

3 komentarze:

  1. Ta ostatnia marka znana jest z tego że jest cały rok w "likwidacji" - tylko żebyś kupił... ;)
    Co do banków i sklepów z komórkami to obecnie miasto zrobiło zakaz nowych sklepów na świętojańskiej, ale... pewnie to nie wskrzesi już trupa - Polacy wolą już jednak Galerie (przez duże G)

    OdpowiedzUsuń
  2. O! To jest pomysł - niekończąca się likwidacja. ;)
    To można zrobić taki zakaz, o którym piszesz? Nie wiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. W Warszawie też się obudzili po niewczasie:
    http://wyborcza.pl/1,126565,12814520,Galerie_handlowe_juz_niemodne__Sklepy_wracaja_na_ulice.html

    Swoją drogą nie wiedziałem, że np. (tak napisali w linkowanym art.) Banki w ogóle nie kreują ruchu pieszego. Jak ktoś założy konto, to już do nich nie zagląda, załatwia sprawy przez internet. I zamykają się o 17. Przepisy zakazują lokowania aptek bliżej, niż sto metrów od siebie. Powinien być analogiczny przepis dla banków". To gdzie by te banki się pomieściły??? ;)

    OdpowiedzUsuń