czwartek, 25 października 2012

Stary dobry... poprzedni ustrój, czyli przepraszam za kryzys



Brzydka bryła przypomina... nie o poprzednim ustroju!!! O tym, że jest ona sprzed lat!!!

"...Faktycznie, brzydka bryła przypomina o poprzednim ustroju." - przemknęło mi dzisiaj w papierowym wydaniu "Gazety" (przy okazji "wstydzenia się" za sopocki dworzec PKP). Później - już w internecie - natknąłem się na informację, że ponoć domowe maszyny do szycia wracają do łask. No i postanowiłem zrobić sesję zdjęciową naszemu poczciwemu "zabytkowi" marki Łucznik 466 (te dzisiejsze Łuczniki to ponoć zaledwie "podróbki" made in China). Maszyna - wyprodukowana ok. połowy lat '70 - jest ciągle sprawna. Używana niezbyt intensywnie. Zaledwie od czasu do czasu, gdy trzeba coś awaryjnie naprawić lub przerobić. I czytając komentarze pod wspomnianą informacją, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dobrze już było. Dbałość o to, aby produkt służył nam jak najdłużej to już zamierzchła przeszłość. Teraz klient jest nie podmiotem, ale zaledwie przedmiotem, służącym do ciągłego kupowania. Fakt - do kupowania coraz bardziej "kolorowych" wynalazków, ale coraz bardziej zawodnych. Mających nam służyć chwilkę, która ma wystarczyć producentom do wprowadzenia na rynek nowego modelu.



Ale trzeba spojrzeć na drugą stronę medalu i... zacząłem bić się w piersi, powtarzając: przepraszam za kryzys, przepraszam za kryzys (obojętnie, czy on jest, czy to tylko wymysł bogatych, aby otumanić szare masy). Przepraszam, że przez swoje uparte trzymanie staroci w ciągłej gotowości do użycia inni ludzie nie mają pracy. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że inne sprzęty gospodarstwa domowego sumiennie wymieniam. Znacznie częściej - średnio co 13 lat (i jak tu nie wierzyć w pechową "13"?). Jedynie odkurzacz - Zelmer - zbiesił się i uparcie połyka kurze od ponad 19 lat. Taka złośliwość rzeczy martwych...



Ale za to nieustannie jem. Jem i piję.
Zazwyczaj herbatę i właśnie proponuję łyk jesiennej herbaty.


 

3 komentarze:

  1. A ja przepraszam, że w ogóle nie lubię kupować. Najchętniej raz do roku i tylko niezbędne minimum :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W domu moich rodziców też był stary (czarny) Łucznik z napędem nożnym, w latach 50 i 60 z zaopatrzeniem w ciuszki zwłaszcza dziecięce nie było łatwo. A dzieci mają to do siebie, że szybko rosną. Natomiast w domach u moich babć królowały przedwieczne Singery, ale tamte czasy były znacznie cięższe i taki sprzęt był nieodzowny w domu.

    Mam wrażenie, że młode pokolenia na nowo odkrywają ten wynalazek. Żona jednego z moich bratanków wymogła na mężu kupno maszyny do szycia i teraz nawet prowadzi bloga o szyciu.

    ps. dygresja nie na temat, ale zamieszczone zdjęcia zostały wykonane w technice solaryzacji (taka technika fotograficzna).

    OdpowiedzUsuń
  3. A przecież dzisiejszy plastik jest taki fanastik. ;)

    OdpowiedzUsuń