niedziela, 14 października 2012

Misja wypełniona



Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz

W dzisiejszym dniu, Dniu Nauczyciela, składam wszystkim nauczycielom... wyrazy współczucia. Współczuję im, że muszą brać na klatę wynik równouprawnienia uczniów wobec nauczyciela i dopiero podpierając się mianem urzędnika państwowego muszą szukać w sądzie odrobiny szacunku dla swojej pracy (dodatkowo, przy niezadowoleniu rodziców wypieszczonych pociech). Za moich czasów...



Nauczyciel za moich czasów był kimś przez duże N, i nikomu się nie śniło, aby wsadzać mu kubeł na głowę, czy też dyskutować głośno po stanowczym sprzeciwie "władzy": "spokój!". Przypominam: komórek wtedy nie było, więc problem z dzwoniącymi telefonami mieli nauczyciele za moich szkolnych czasów z głowy, a jedynym powodem prośby o wyjście z klasy podczas lekcji było wyjście, gdy natura wzywała, a nie z powodu dzwoniącego telefonu "do przyjaciela" (bo może właśnie teraz ktoś próbuje wygrać milion i pilnie szuka pomocy). Oczywiście różnym autorytetem cieszyli się nauczyciele - w zasadzie w 99% były to przedstawicielki płci pięknej (w różnym stopniu) - ale w mojej podstawówce były dwie znane postacie i na ich lekcjach to najgłośniejszym elementem ruchomym była mucha. Poważnie! Nikt nie śmiał się odezwać niepytany, lub dyskutować między sobą, jakby nauczyciela w klasie nie było. A gdy próbowałem w domu poskarżyć się w domu na swój niesprawiedliwy los, zaczynając: "bo ona...", to zaraz byłem prostowany: "jaka ona? To nie jest twoja koleżanka!". I usłyszałem: "czego oni was w tej szkole uczą?!", gdy pewnego dnia pochwaliłem się w domu przepisem na kruche ciasteczka, na które przepis podyktowała nam nauczycielka historii. Starsza to pani była, więc może któregoś dnia uznała, że może zamiast przekłamanej historii uczyć, to w ten nietypowy sposób uatrakcyjnić zajęcia? Tego nigdy się nie dowiemy. Nauczyciel sam musi mieć dla siebie szacunek, ale gdy nie ma poparcia z zewnątrz - począwszy od rodziców ucznia - to wiele sam on nie zwojuje. I wydaje mi się, że tych podstaw teraz brakuje, więc dlatego dziś nauczycielom współczuję.

Nie było zazwyczaj kolorowo. Człowiek nienawidził "budy", nie raz idąc do niej jak na ścięcie, przypinając na agrafkę obciachową tarczę szkolną, kombinując, jakby tu nie przebierać obuwia (a należy dodać, że były kontrole przy wejściu i nie było to czasami takie łatwe), ale po latach, to nie ma żadnego znaczenia i wspomina się to z rozrzewnieniem. I wybaczam wam, moim nauczycielom, niepedagogiczne z dzisiejszego punktu widzenia: "dzwonek jest dla mnie, nie dla was!", gdy wszyscy zrywali się z ławek po upragnionym dźwięku dzwonka na przerwę. Jakoś trzeba było nad tym wszystkim zapanować...
 
Oczywiście w młodym duchu rodziły się jakieś psoty, ale zawsze to były psoty nie zagrażające życiu i zdrowiu nauczyciela. Co najwyżej, mógł się człowiek podkochiwać - bez wzajemności - w nauczycielce i poprosić o wpis do pamiętnika. Dziś chętnie bym obejrzał sobie go, ale dawno gdzieś leży na jakimś śmietnisku, przykryty grubą warstwą innych, zbędnych nam już rzeczy. No tak się rozmarzyłem, że puszczę odpowiednią piosenkę.



7 komentarzy:

  1. Wspominam również swoich nauczycieli i nawet wczoraj nie żyjącej już zapaliłem znicz na grobie.Dzięki pierwszej nauczycielce nauczyłem się pisać prawą ręką,bo jestem "mańkutem" i tak jak się odwróciła to przekładałem pióro do lewej.Myślałem,że tego nie pozna i wtedy kara - linijka,dłoń i "razy".Dzisiaj to prawie prokurator,a ja dzięki temu potrafię pisać i lewą i prawą ręką bez żadnych problemów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bardzo wierzę w nagminność znanych nam wszystkim medialnych przypadków szkolnego rozpasania uczniów. Poruszaliśmy ten temat nie jeden raz wśród znajomych, mających dzieci o różnej rozpiętości wiekowej i nikt nie potwierdził, że takie rzeczy mogłyby być możliwe w szkole ich latorośli. I wcale nie wydaje mi się, aby Szczecin był takim odosobnionym przypadkiem na mapie Polski. Dlatego, owszem, współczuję tym konkretnym jednostkom, które spotkały się z zachowaniami patologicznymi, ale nie współczuję nauczycielom jako takim.

    Mój syn jest jeszcze w podstawówce i jedyne co mogę powiedzieć to "za moich czasów..." dzieci miały czas na zabawę i podwórko, a teraz ? Teraz na 10 nauczycieli mojego syna, tylko jeden, no może trzech, zajmuje się nauczaniem, reszta sprowadza nauczanie do półgodzinnego wykładu na lekcji i zadania szeregu zadań do domu - codziennie i to od pierwszej klasy. Jeśli tak bardzo współczujecie nauczycielom, to spróbujcie zamienić się z 11 latkiem, który wraca do domu o 15-16 i czeka na rodziców wracających o 17-18 próbując samodzielnie odrabiać zadania domowe, z których matematyka należy do tych bardziej logicznych i zrozumiałych (czasami). Od razu uprzedzę pytanie - gry komputerowe? Raz w tygodniu, na częściej nie byłoby szans.

    Wybacz szperacz, ale twój przykład to, w mojej ocenie, akurat anty-przykład. Pierwsza złożyłabym doniesienie do prokuratury, gdyby coś takiego miało miejsce w szkole. Tyle, że ten przykład można byłoby udowodnić. A jak złożyć doniesienie na brak nauczania w szkole i przeniesienie nauczania do domu pod postacią zadań domowych, zwane przez nauczycieli REALIZOWANIEM PROGRAMU ? Mój syn spędza dziennie ok. 3-4 godzin nad lekcjami, a wiesz ile testów (nowo-moda) i sprawdzianów miał od początku tego roku szkolnego ? Około 10, w tym 4, w pierwszych trzech tygodniach września.

    Sławn: masz rację. W moich czasach nauczyciel też był kimś przez duże N, tylko, że to N oznaczało coś więcej niż tylko skończoną pedagogikę. Teraz większość rodziców, albo jest nauczycielami swoich dzieci, albo funduje im program "Szkoła 24h" w postaci korepetycji. Bo wśród nauczycieli, tych przez duże N zostało może z 20%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby przypadki szkolnego rozpasania były nagminne, to czytalibyśmy o tym każdego dnia, lub... w ogóle, bo byłoby to normalką, czyli czymś co się do mediów nie nadaje. Gdy kilka lat temu głośna była sprawa, gdy uczniowie nakładali nauczycielowi kubeł na śmieci na głowę, to w gronie znajomych zgodnie stwierdziliśmy, że ten człowiek po prostu do tej pracy się nie nadawał. W przenośni: sam sobie ten kubeł na głowę nałożył. Ale faktem jest, że czasy się zmieniają i nauczyciele działają w coraz większym gorsecie zakazów i nakazów, i tego dotyczy moje współczucie (może tylko dla tych 20%?).
      "Za moich czasów" (jak to zalatuje naftaliną! Ale lubię ten zwrot, używany w formie żartobliwej) zdania domowe były normalką, również na ferie zimowe, czy też przerwy świąteczne. Nie umiem ocenić, czy teraz jest tego więcej, czy też tyle samo.

      Co do leworęczności, to wiesz, świat się zmienia. To co było kiedyś nieakceptowalne, dziś uważane jest za normalne, albo... dla wielu niezrozumiałe. Jadąc po bandzie: kiedyś Murzyn był zaledwie niewolnikiem, pracującym na amerykańskich polach bawełny, później się z tych okowów wyzwolił, a dziś słowo "Murzyn" (podobnie jak mańkut) staje się obraźliwym. Tak to się z biegiem lat zmienia.

      Usuń
  3. Do Sempeanka - zauważ,że ja nie podałem tego ani za przykład czy dobry,czy zły,ale opisałem fakt.Nie wiem czy jeżdzisz autobusami w godzinach, gdy młodzi wracają ze szkoły?- zapraszam,zobaczysz jak realizują programy nauczania dobrego zachowania.Ten program wynosi się z domu i ze szkoły.Dzisiaj taka moda a my musimy pracować tak jak piszesz do 17-18-tej,aby przeżyć do 1-go.Nie radzę zwrócić któremuś uwagę - wyśmieją Cię.Do kartkówek i testów nie odnoszę się,bo od tego jest już za mojego życia chyba z 10-ty minister oświaty i jego z-cy pisani z małej litery - oni pracują za Twoje i moje pieniądze/ od 8.00 do 16.00 a i tak ich nie zastaniesz,bo są na naradzie,albo w terenie..A tych nauczycieli przez duże N to faktycznie ok.20%.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ, że należysz do "największej mniejszości świata", choć tylko jedną ręką. ;)
      "...choć leworęczni nie myślą o sobie w kategoriach inności, świat wokół nich próbuje wmówić im odbieganie od normy. Leworęczni są największą mniejszością na świecie - stanowią 10% całej populacji na Ziemi".
      Kiedyś potępiani, dziś mają - w sierpniu - swoje święto i stronę internetową.
      http://www.leworecznosc.pl/index1.php?a=0

      Usuń
  4. Jakiś czas temu przeglądałem na Wikipedi kategorię ludzie związani z gdynią
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Ludzie_związani_z_Gdynią

    Wręcz postanowiłem pochłaniać lekturę od A do Z

    Gdy zatrzymałem się przy Pani Alicji Bach wręcz nie mogłem uwierzyć moja pani od plastyki z szkoły na wikipedi z początku myślałem że chodzi o inną osobę o tym samym imieniu i nazwisku A TU PROSZĘ.

    Wysłałem linka do kolegi z klasy i też nie mógł w to uwierzyć. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No ale Pani Alicja oprócz nauczania czym innym zasłynęła...
    Żądam kategorii: blogerzy związani z Gdynią! ;)

    OdpowiedzUsuń