środa, 19 września 2012

Pukając do Francji bram



"Petit Paris" przy ul. Śląskiej

Ścieżki, jakimi trafiają na łamy bloga internauci, bywają dla mnie zagadkowe. Jak zwykle: wapno w sieci dziwi się jak dzieci. Dzięki mapkom, wykresom, dostępnym na zapleczu bloga (czasami je przeglądam) mogę sobie podglądać tę internetową wędrówkę ludów. Właściwie to od początku skrystalizowała się czołówka krajów, skąd ludziska dobijają się do bloga bram. Oczywiście poza konkurencją jest Polska. Dalej była "wielka trójka": Stany Zjednoczone, Rosja i Wielka Brytania, po których to krajach, było długo, długo nic. "Była", bo od jakiegoś czasu uaktywniła się Francja, która zostawiła już w tyle "wielką trójkę". Nie wiem, skąd taka nagła aktywność? Mam nadzieję, że nie ma w tych statystykach przekłamań i odpowiadają one rzeczywistości(?). Poza wspomnianymi krajami, w pierwszej dziesiątce znalazły się: Niemcy, Norwegia, Australia, Holandia i Irlandia. Przypuszczam, że to zaglądają tu rodacy, których los pokierował w inne strony świata. Bo niby kto inny mógłby to być? Heloooooł, jest tam kto???

Z jednej strony, to fajnie, że można sobie tak podglądać kulisy blogowania, ale z drugiej, to ten "big brother" może przerażać...
 

3 komentarze:

  1. U mnie jest trochę inaczej. Najpierw Polska, druga Rosja ( zastanawiałyśmy się z koleżanką blogerką skąd to zainteresowanie; doszłam do wniosku, że pokrewieństwo słowiańskich dusz :), później Niemcy i Francja. Raz nawet zajrzał ktoś z Iraku, co napędziło mi lekkiego strachu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu na moją radmorową stronkę było sporo wejść z Afganistanu. Polski kontyngent tam wtedy siedział...

    OdpowiedzUsuń
  3. Traktuję to jako ciekawostkę przyrodniczą, którą lubię sobie poobserwować. Nadarzyła się okazja wykorzystania zdjęcia. :)

    OdpowiedzUsuń