środa, 26 września 2012

Ilu nas?


Gdańsk górą


Ostatnio (zauważyłem, że coś ostatnio zbyt często używam 'ostatnio') na "Trójmiasto.pl" dywagacje na temat liczby ludności w Trójmieście i dlaczego nas tak mało(?). Nie wiem, czy nas mało, czy też dużo, bo zdecydowanie nie lubię zbyt wielkich aglomeracji. Uważam, że jest nas w sam raz. "Zaglądając do danych Głównego Urzędu Statystycznego z roku 2010 dowiemy się, że w Gdańsku zamieszkiwało w tym czasie ponad 456 tys. mieszkańców, w Gdyni 247 tys, a w Sopocie 38 tys." - taką informację podano na portalu. Okazuje się, że pomimo tego, że wkoło nas coraz ciaśniej stoją zabudowania, to przez ostatnie dziesięć lat: "Gdańskowi ubyło ponad tysiąc mieszkańców. Gdynia jest na jeszcze większym minusie - w granicach tego miasta mieszka o 4,3 tys mieszkańców mniej, niż w 2002 roku. Sopot stracił w okresie dziesięciu lat ponad 3 tys mieszkańców."
Zajmijmy się jednak ciasno pojętym lokalnym patriotyzmem. Minimalną tendencję spadkową mieszkańców Gdyni widać najlepiej (choć jak zwykle, występują rozbieżności, w zależności od źródła) na słupkowym wykresie u cioci Wiki. To mi przypomniało, że bardzo dawno nie zaglądałem do książki "Gdynia w gazetach" i zdążyła się ona leciutko pokryć kurzem (a przecież nie tak dawno temu nie mogłem się z nią rozstać). Czas najwyższy więc trochę poszperać w niej, bo znalazło się w tej książce kilka wycinków na temat ludności Gdyni.

Widoki - ten i poniższe - z góry Donas (2009)
Zacznijmy od spojrzenia na Gdynię z 1926 roku, już jako miasto roku pełną gębą - choć raczej tylko z formalnego punktu widzenia. "Gdynia dotąd absolutnie nie sprawia na nikim wrażenia jako miasto. Na ulicach, a raczej drogach wiejskich, pełno kurzu, którego kłęby unoszą się bezustannie w powietrzu, będąc prawdziwym utrapieniem gości kąpielowych, którzy przybyli do Gdyni z odległych dzielnic Polski dla poratowania zdrowia, a wchłaniają sobie kurz. [...] Nie można się oczywiście dziwić temu, gdyż Gdynia z dawnej wioszczyny rozbudowuje się w miasto, które w przyszłości ma wzrosnąć, jak powiadają, do stu tysięcy".
 No, troszkę bardziej nam się miasto rozrosło ponad oczekiwane 100 tysięcy... Nic dziwnego, skoro już trzy lata później - jesienią 1929 - meldowano: "Stan ludności m. Gdynia wyniósł dnia 30 września 31.955 osób". I robiło się całkiem międzynarodowo, biorąc pod uwagę skąd ludzie przybywali: "w ciągu miesiąca września zameldowało się w Gdyni 1.563 osób i to 991 osób samotnych i 166 rodzin. Z Pomorza przybyło 867 osób, z Poznańskiego 222, z byłego zaboru rosyjskiego 292, z Małopolski 52, z Kresów 70, ze Śląska 10, z Niemiec 17, z W.m.Gdańska 26, z Francji 5, z Czech 1 i ze Stanów Zjednoczonych 1. Odmeldowało się 553 osób, w tym 414 samotnych i 42 rodzin".


Na wykonanie planu w 50% trzeba było poczekać kolejne dwa lata. Latem 1931 roku "Dziennik Gdyński" donosił: Gdynia 50-cio tysięcznym miastem. Codziennie maisto powiększa się o 30 mieszkańców. Gdynia - miasto przyszłości - już teraz wyrosło do poważnych rozmiarów i dziś jest osiedlem, stanowiącym poważny ośrodek życia handlowego, pracowniczego i miejskiego. Port i miasto jest miejscem podziwu nie tylko zwiedzających turystów z kraju, lecz poważnych przedstawicieli świata zagranicznego. Gdynia, która w kwietniu 1928 roku liczyła 8.000 dziś stała się już miastem 50-tysięcznym".
W 1937 roku Gdynia przekroczyła już początkowe najśmielsze oczekiwania, gdyż latem tego roku pisano: "Gdynia liczy już 108.584 mieszkańców. [...] Z powyższych liczb widać, że za kilka miesięcy Gdynia będzie największym miastem Pomorza, gdyż posiadać będzie więcej mieszkańców od Bydgoszczy, liczącej obecnie 117 tys. mieszkańców".

Ciekawie jest to napisane: Gdynia jest miastem a zarazem określa się je jako osiedle. No i to "osiedle" dziś nie jest jednak większym miastem od Bydgoszczy. Oczywiście dynamicznemu wzrostowi ludności pomagało powiększanie się obszaru miasta i gdyby dziś ta tendencja wchłaniania okolicznych obszarów miała taką skalę jak we wczesnym okresie rozwoju miasta, to pewnie dziś nie mówilibyśmy o zmniejszającej się populacji Gdyni i innych miast. Zawierucha wojenna pomieszała wszystko w planach i statystykach, ale z każdym rokiem po wyzwoleniu, ludność miasta systematycznie rosła. Po wojnie optymizm powrócił z większą siłą i planami. W maju 1946 "Dziennik Bałtycki" zapowiadał: "City wielkiego miasta portowego pomieści 300.000 mieszkańców. Śródmieście musi stanowczo znaleźć wyjście z ciasnoty. Dla odciążenia projektuje się włączenie ul.Wysockiego do szosy Gdańskiej. [...] Otwarta jest kwestia jest kwestia Kamiennej Góry. Nie wykluczona - w przyszłości - jest całkowita jej niwelacja. Kamienna Góra ścieśnia bowiem miasto, odcinając je od morza [...]".


Ech! Po wojnie, to w ludziach więcej optymizmu było. Góry chcieli przenosić, rzeki zawracać... A dziś? Skończyło się zaledwie na wycięciu topoli, które - tak jak kiedyś Kamienna Góra - odcinały miasto od morza.
P.S. Już w 1946 roku zaśmiecano nasz język - imperialistycznym wtedy - słowem "city"???

3 komentarze:

  1. Co to 100 tys.mieszkańców jak planowano - dzisiaj ponad 240 tys. i budujemy aż po Kosakowo,Pierwoszyno.Piękne to nasze miasto.Dziękuję za ciekawe opracowanie danych statystycznych,których z zasady nie lubię a o prawdziwości czy trafności porównań typu średnia pensja,średnie zaludnienie nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zestawienia liczb same w sobie byłyby oczywiście nieciekawe. Cały smaczek miały dla mnie wtrącenia: porównania do Bydgoszczy, plany wobec Kamiennej Góry... To też świadectwo tamtych czasów i myślenia w przeszłości, niedalekiej przecież. Same liczby można by podwyższyć jedną decyzją administracyjną. Włączamy do Gdyni Kosakowo, albo co będziemy się rozdrabniać: pociągnijmy Gdynię do Rewy i włączmy chociażby Rumię. I już będziemy mieli więcej na liczniku. To tylko matematyka. Najciekawsze jest to, co pomiędzy liczbami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do Slawnw - zauważ,że też bardzo ciekawe jest co jest nie tylko między liczbami,ale między ludżmi.Popatrz jak GUS potrafi rozwinąć dyskusję..ha,ha.Pozdrawiam.

      Usuń