sobota, 15 września 2012

Było, nie minęło




Za PRL-u było przerąbane. Pełno absurdów na każdym kroku. Braki zaopatrzeniowe. Rowerów nie było - na półkach tylko sam ocet i musztarda. Na peron kolejowy wstęp tylko z "peronówką". Każdy to wie. Teraz to inna bajka...


Mamy rok 2012...
Obok kas biletowych zamontowano dwie tablice z napisem: "Miejsca siedzące wyłącznie dla pasażerów posiadających ważny bilet kolejowy". Obok komunikatu w języku polskim jest także wersja angielska. Część podróżnych uważa, że to dobry pomysł, bo krzeseł w hali dworca jest mało i często są zajęte. A pan Tadeusz dodaje: - Czuję się jak w PRL. Pełno absurdalnych zakazów i nakazów, do których i tak nikt się nie dostosowuje. Ze względu na ich absurdalność właśnie. Że już nie wspomnę o tym, jaki to wstyd przed zagranicznymi turystami. (art.)

Pokręćmy się jeszcze po kolejowym dworcu. Tym razem z aparatem w ręku... Bo ja coś nieopatrznie w jednym z ostatnich komentarzy wspomniałem o fotografowaniu na dworcach.

Mamy rok 2012...
"Gdy wyjąłem aparat, by zrobić zdjęcie niedawno wyremontowanego przejścia podziemnego w Krakowie, podbiegł ochroniarz i poinformował, że tu nie można robić zdjęć. Doskonale pamiętam tabliczki "Zakaz fotografowania" z PRL-u. Czyżbyśmy wracali w te czasy? - pyta czytelnik.Bo okazuje się, że fotografowanie to podejrzane zajęcie: "Nasi pracownicy zwracają uwagę na wszystkie zachowania, które mogą wydawać się niebezpieczne. [...] Ze względów bezpieczeństwa pracownicy są szkoleni, że w razie podejrzeń mogą zadać pytanie, po co ktoś rejestruje dane miejsce". (art.)

Budynek w tle odszedł w niebyt. Chyba w zamian powstaje ten z pierwszego zdjęcia(?).

Mamy rok 2012...
Szczęśliwie, rowerów mamy w sklepach pod dostatkiem. Rowerzyści mają coraz więcej eksterytorialnych korytarzy... I od tego dostatku, to w dupach wszystkim się przewraca. Tak myślę, czytając o specjalnie wybudowanej (ale nadal zamkniętej) rowerowej estakadzie, że "zbyt ostre łuki zjazdów mogłyby być niebezpieczne dla rowerzystów z mniejszymi umiejętnościami". Do kompletu, proponuję obłożyć barierki poduszkami. Będzie bezpieczniej dla rowerzystów z mniejszymi umiejętnościami.

No tak... Za PRL-u to się po prostu rowerem jeździło. Jak widziałeś, że nie wyrobisz się na zakręcie to hamowałeś, tzn. naciskałeś takie wihajstry przy kierownicy, lub próbowałeś pedałować do tyłu. No ale wtedy to było przerąbane...




4 komentarze:

  1. Dziwisz się? Biorąc pod uwagę, że jak komuś sie coś tanie - od razu pada pytanie - gdzie było państwo i kto nie dopilnował - może trzeba wszystkiego pilnowac jak za PRL-u, albo i bardziej? Duch czasó słusznie minionych tkwi w nas głeboko. Oczywiście chcemy wolności, ale pod warunkiem, że nie będziemy musieli ponosic odpowiedzilaności za siebie samych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się nie dziwię, tylko kpię z takich zachowań. ;)
    Gdy zaczynałem jeżdżenie na rowerku (jeszcze czterokołowcu), to zderzyłem się z innym kolegą, który tak jak ja szlifował formę, no i tak nieszczęśliwie się zdarzyło, że metalowy błotnik praktycznie przeciął mi palca na pół. Dzisiaj pewnie mógłbym sądzić się z producentem, że wypuścił na rynek niebezpieczne urządzenie. Wtedy był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, który ma prawo się wydarzyć.
    Dziś wszystko musi być określone. Mieć swojego winowajcę. Nie ma miejsca na coś tak niematerialnego jak: pech/zbieg okoliczności/przypadek.
    Ja jednak doszukuję się tu wpływów zza oceanu, gdzie wszystko ma swoją wymierną cenę i każdy tylko czeka aby wycisnąć z nieszczęśliwego zbiegu okoliczności jakieś odszkodowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od razu kojarzy mi się przypadke wysokiego odszkodowania, które jakaś Amerykanka dostała od McDonalda, gdyż kupiona kawa okazał sie gorąca i poparzyła się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żądamy instrukcji picia kawy do każdego kubka!!! ;)

    OdpowiedzUsuń