sobota, 22 września 2012

40 lat minęło... (prawie) bez samochodu




Może tak w dniu bez samochodu właśnie o samochodach? Tak przekornie. Właśnie w dniu, w którym to tak usilnie namawiani jesteśmy do korzystania z komunikacji masowej, słówko o jednym modelu, którego produkcja zakończyła się 12 lat temu.
Dawno, dawno temu... Gdy większość z nas miała dzień bez samochodu każdego dnia...
6. czerwca 1973 zjechał z taśmy pierwszy nasz produkt motoryzacyjny, który był podobno tak bezpieczny jak Volvo - strefa jego zgniotu też kończyła się na silniku. 12 lat temu, 22. września 2000 roku, po 27 latach produkcji, zjechał ostatni egzemplarz pojazdu - przez niektórych zwanym produktem samochodopodobnym - który był obiektem mniej lub bardziej złośliwych żartów, a jednocześnie obiektem pożądania. Miał zrewolucjonizować polską motoryzację i zapewnić Polakom powszechne spełnienie marzeń o posiadaniu własnych czterech kółek.

- Dlaczego w Maluchu nie wyciszają silnika?
- Bo kolanami zatyka się uszy.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale upychały się do niego czteroosobowe rodziny, w dodatku z bagażami, i pędziły w odległe krańce Europy. I wracały szczęśliwie (i szczęśliwe) z takich wypraw.

FSM otrzymała błogosławieństwo od Watykanu. Maluch to jedyne auto, w którym nie można zgrzeszyć.

Dzięki temu, że "maluch" był zarazem obiektem bardzo pożądanym i wyśmiewanym, powstała książka z dowcipami na jego temat. FSM ogłosiła konkurs, na który nadesłano blisko 4 tys. listów, zawierających od 1 do 126(!) propozycji. Ich wybór pod tytułem "126x126p" wydała w 1978 roku agencja Interpress. Rozlosowano 7 głównych nagród. Pierwszą z nich był przydział na wyśmiewane cztery kółka. Kolejne składały się z kompletów części, opon. Pośród zwycięzców znalazła się też Eleonora T. z Gdyni (taki lokalny patriotyzm ze mnie wyłazi).

Z tego art. można dowiedzieć się o paradoksach ekonomii tamtych czasów: "Przeciętny śmiertelnik nie miał raczej szans na kupienie wtedy malucha. Cena auta została ustalona na 69 tys. zł, a średnia pensja wynosiła 3-4 tys. zł. Mimo to na malucha chętnych nie brakowało. Codziennie na przedpłaty zapisywało się około 1600 osób. Cena malucha była wysoka, ale jeszcze drożej kosztowały one na giełdach. Pierwsze Fiaty 126p sprzedawano tam po 110 tys. zł". Tym samym jest to przykład, jak to wszystko nie jest teraz takie proste do ogarnięcia. Przeciętni śmiertelnicy byli bez szans na zakup samochodu, ale pomimo tego kupili oni ich kilka milionów sztuk, nierzadko przepłacając okrutnie. Nie mieli szans, a jednak codziennie grubo ponad tysiąc z nich zapisywało się na przedpłaty. Jakiś paradoks nam wychodzi? Nie większy, niż gdy za moich czasów szkolnych, gdy miałem zadanie domowe polegające na zapisywanie domowych wydatków przez cały miesiąc. Grubo przed końcem miesiąca rodzice, patrząc na moje zestawienia, powiedzieli: -już ty lepiej nic więcej nie pisz, bo my tyle nie zarabiamy...




4 komentarze:

  1. No właśnie, często się zastanawiałam jak to możliwe? z tym fiacikiem i przedpłatami. Chyba nie byliśmy tacy biedni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do @ewaznieba;z tej pensji 3-4 tys.zł mieszkając "przy rodzicach" i płacąc im ok.1 tys. potrafiłem odkładać 1,5 zł. miesięcznie.Tak,tak chodziłem na dyskoteki/wstęp 10 zł.-4 godz.w soboty/i często na kurczaki z rożna lub smażoną rybkę.Pamiętam,że dorsz z ziemniakami i surówką kosztował w Gdyni 8 zł.

      do @Slawnw ; zapomniałeś dodać,że wsród wpłacających ustalone przedpłaty były jeszcze dodatkowo losowania przydziałów.Po roku przedpłat właśnie w 1975 r.wylosowałem przydział.Przy pomocy rodziny zakupiłem wymarzony samochód.Do wyboru w pozycji kolory zgadnij jaki??? - oczywiście "piaskowy".Cała Polska jeżdziła w takich kolorach,póżniej w niebieskich,zielonych i oczywiście sztandarowym - czerwonym.

      Usuń
    2. Przepraszam w pozycji "..odkładałem 1,5 zł" ma być 1,5 tys.zł.

      Usuń
  2. Właśnie ze względu na pokręconość tamtych czasów (a teraz jest prościej???) tak trudno to wszystko zwięźle opisać.

    OdpowiedzUsuń