niedziela, 1 lipca 2012

Niewidzialna ręka rynku, czyli nic już nie będzie takie samo



  Trafiłem na YT na taki filmik, który zaczynał się słowami: "pamiętacie wszyscy czerwoną łapę? To o niej zapomnijcie". Jak tu zapomnieć, skoro zapamiętałem, że odpowiednie zdjęcie się kiedyś zrobiło? Było dla mnie pewne, jak dwa plus dwa to cztery, że za niedługi czas będzie to widok, który pozostanie tylko na zdjęciach i pamięci niektórych. To taka widzialna ręka rynku... No i tak stało się. Łapy dawno zniknęły z dachów naszych kiosków (zdjęcie z 2008 roku).



  Jeden z czytelników podesłał mi zdjęcie do wykorzystania z gdyńskiego Obłuża, jako przykład "bunkra spożywczego". Chyba właśnie dzisiaj jest okazja do jego prezentacji. Jaki tam "shok", toż to efekt działania niewidzialnej ręki rynku - można by rzec. Jaka tam "niewidzialna ręka" - można by ripostować (pozostając w klimacie spożywki), gdy czyta się wiadomości o rekordowych cenach owoców a na "drugiej stronie" o przymusowym pozostawieniu odłogiem części gruntów rolniczych (oczywiście wszystko ze względów ekologicznych). Hmmm. My to już dawno wyprzedziliśmy unijne plany. Pamiętam, że kilkanaście lat temu, jadąc z Gdyni w kierunku Słupska, gdy mijało się Gościcino, po obydwu stronach drogi rozpościerały się nieskończone pola truskawkowe. Od dawna leżą te tereny odłogiem i być może czekają na odrolnienie, albo już zmieniono ich przeznaczenie, bo pomału pojawia się na tych terenach zabudowa. Może tu trzeba szukać przyczyn coraz droższych truskawek?



  Pod informacją o drogich truskawkach, którą jakiś czas temu przeczytałem, pojawiły się między innymi komentarze jakie lubię. "Megas2", któremu najwidoczniej puściły nerwy, twierdzi: "Kuźwa, w PRL-u truskawki po prostu rosły. W III RP co roku jest albo za zimno, albo za ciepło, albo za sucho, albo za mokro...". Trochę w innym tonie dopowiada "Play100cen": "W PRL-u jak się odrywało szypułkę truskawki, to odchodziła razem z tym środkiem, a teraz nie da się normalnie oderwać". Szczerze mówiąc, to nie wiem jak to jest i było z odrywaniem szypułki i który sposób jest tym "normalnym"? Faktem jest jednak, że coraz bardziej manipuluje się tym co jemy, pod płaszczykiem GMO. Uśmiałem się, gdy w radio, przy okazji dyskusji o GMO (mam nadzieję, że wszyscy wiedzą o co kaman?), pewien nasz POlityk - głosem pełnym zatroskania o losy świata - ripostował przeciwnikom zalegalizowania sztuczności: "proszę to powiedzieć głodującym Somalijczykom...". Jak jak kocham ten mój kraj. Z jego politykami. Naiwnych przecież nie sieją - sami się rodzą... No rzeczywiście, możnych tego świata najbardziej obchodzi los głodujących Somalijczyków. W trosce o nich zapewne też trzeba pomniejszyć teraz areał upraw? Koń by się uśmiał. Oczywiście taki niezmutowany, bo ten przerobiony zachowałby poprawność polityczną.




  Gdy po pierwszym otrząśnięciu się świata z kryzysowego szoku usłyszałem padające z ust sławnego naszego ekonomisty słowa, że najważniejsze jest, że kapitalizm się obronił, pomyślałem: człowieku, co ty bredzisz? Przecież jedyną ostoją kapitalizmu są zaledwie takie warzywniaki. Ostatnie placówki, którym nikt nie doda, gdy padną one z ręki tej słynnej "niewidzialnej" (oczywiście nie jest ona taką, bo jedyną taką prawdziwą była ta z "Teleranka"). Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi, prawda? Ta niewidzialna ręka pogroziła paluszkiem: uważajcie, bo wydajność nam z hektara wzrasta i jak nie zmniejszymy powierzchni upraw to nam ceny spadną i co najważniejsze: zyski. A przecież nie będziemy nadwyżek żywności wysyłać głodującym Somalijczykom?! Kto by zapłacił chociażby za transport? A ludziom się wytłumaczy, że tak trzeba dla ich dobra. Ziemia się zazieleni i tym samym stworzy to równowagę dla wycinanych w zastraszającym tempie tropikalnych lasów Amazonii. I wszyscy będą zdrowi i szczęśliwi...


Wiem. Wpis trochę popieprzony, bo ten świat jest dzisiaj taki - właśnie popieprzony. A i mnie coraz bardziej tęskno za zieloną trawką... Ale taką prawdziwą - bio. Bez sztucznych dodatków i z robalami. Ale to już towar na wagę złota... A tak poza tym najważniejsze było te kilka zdjęć, które wkrótce staną się zapomnianą historią (jak koszenie kosą).
 

*********************************

The Beatles - Strawberry Fields Forever



2 komentarze:

  1. Pamiętam ten Supersam, :) zawsze go mijałem jak jechałem na Romanowskiego do znajomych z gimnazjum, ale wtedy jeszcze był w jednym kawałku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś - jak zdążę przed całkowitą destrukcją - tam zajrzę. Na razie nie po drodze mi tam... ;)

    OdpowiedzUsuń