niedziela, 3 czerwca 2012

Zmieniamy się na dobre



Nie istniejąca już (na szczęście) anty-reklama PZU.

Tak przy okazji zmiany wizerunku PZU, pomyślałem sobie, że dołożę jeszcze kilka zmian. Zmieniają się firmy, zmieniamy się my, nasze zachowania i zmienia się też nasz kraj. W tym ostatnim przypadku: zachowuje się tak, jak reszta globu. Kurczy się. Ten proces przypisuje się głównie rozwojowi linii lotniczych, dzięki którym, w kilka godzin możemy przemieścić się na odległości, które naszym przodkom zabierały dni, tygodnie, a i czasem miesiące. Do grona "kurczycieli" dołączyli ostatnio nasi drogowcy, dzielnie budując nasze autostrady, dzień i noc po nich biegając.

"- Nie wiedziałem, że z Gdańska można tak łatwo dojechać do Wrocławia - tak mniej więcej zaczynali rozmowę czytelnicy, którzy w piątek zadzwonili do nas z informacją, że w Gdańsku stanęły drogowskazy kierujące na autostradę... A4." - w ten sposób dowiedziałem się na stronie "Trójmiasto.pl" o postępującym procesie kurczenia się naszego globu. W tym przypadku mam jednak wrażenie, że nasi użytkownicy dróg, jak drogowcy przy pierwszych opadach śniegu, zostali zaskoczeni nową rzeczywistością. Czemu tu się dziwić? Autostrad coraz więcej, szybciej można się przemieszczać, więc nawet nie zauważymy, jak szybko dotrzemy z Gdańska do autostrady A4, znajdującej się na samym południu naszego kraju.
 Słowa Wojciech Orlińskiego z "Wyborczej" też utwierdzają mnie co do słuszności wyboru tabliczek na gdańskich drogach, jakiego dokonali drogowcy: "To, że już za parę miesięcy będziemy mieli czterysta parędziesiąt kilometrów łączących Warszawę z Lizboną, to świetny wynik". Jednak mimo wszystko trochę się zdziwiłem: świat się kurczy, ale żeby aż tak? Zaledwie 450 kilometrów z Warszawy do Lizbony!?! To rzeczywiście "świetny wynik"!



Zmienia się też nasze podejście do ochrony swoich danych i swojego majątku. Dziś trudno spotkać spis mieszkańców bloku (czy też ogrodzonego osiedla), z którego dowiedzielibyśmy się, czy pukamy (a raczej już teraz dzwonimy przez domofon) do właściwych drzwi. To zrozumiałe. Naród coraz bogatszy, więc jest czego się bać. Ja jednak zachodzę w głowę, czego aż tak boi się właściciel tego pustkowia, że chce monitorować... sam teren? Pomimo bacznej obserwacji terenu nie zauważyłem niczego, co podpadało by pod monitoring. No chyba że właściciel terenu ma układy z dzikim ptactwem, które krążąc nad działką, dyskretnie je obserwuje? I śmieszno, i straszno...

1 komentarz: