piątek, 22 czerwca 2012

Muzealne konie




Dziś jak wczoraj...


Zaledwie dwa tygodnie temu informowano o tym, że w Sopocie samochód zderzył się z furmanką. Niby nic, ale przyznam, że trochę mnie zdziwiła taka informacja. Mieć bliskie spotkanie trzeciego stopnia z furmanką w mieście to już rzadkość. Ale już obok 3miasta... 
Dzisiaj zrobione zdjęcia z żywego muzeum motoryzacji (w różnym stadium rozwoju). Zdjęcia - jak wspomniałem - z dzisiejszego wypieku. Wszystko jeździ, jakby wczoraj było dniem dzisiejszym.



Skoda - rocznik 1975


Objazdowe wesołe miasteczka to takie kapsuły czasu - przechowalnie starszych typów ciężarówek, które ciężko już spotkać na naszych drogach.

Wnętrze rocznika 1975











4 komentarze:

  1. ...Jedyną furmankę jaką znam to taka jak co jakis czas nie wiem ile może tak dwa tygodnie, taka jezdziła po ulicach u mnie na dzielnicy i osoba co ją prowadziła sprzedawała ziemniaki z niej...a teraz coś jej nie a szkoda bo taki wór pełnych ziemniaków za 10zł to praktycznie zapas na jeden miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja furmanki w moim mieście pamiętam z lat 60-tych. Takie węglowe. Później długo, długo nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to już jest, że widok codzienny sprzed lat, staje się dzisiaj czymś niecodziennym. Czas był przywyknąć. :)
    Ciężko mi określić, w jakich latach zniknęli sprzedawcy ziemniaków wprost z furmanki z ulic naszych miast, ale trzeba przyznać, że była to wygodna forma zakupów. Mleko pod drzwiami, ziemniaki pod blokiem... I komu to przeszkadzało? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, kiedyś furmanki z węglem, czy ziemniakami, to była normalna sprawa (nawet w centrum Gdyni). Teraz nawet traktory nie mają prawa wjazdu do centrum. Co do dawnego folkloru miejskiego to pamiętam jeszcze cygańskie kapele grające pod oknami i balkonami za drobne pieniądze, było też obnośne ostrzenie noży.
    A teraz to spotykam tylko złomiarzy, ewentualnie ludzi prowadzących obnośną sprzedaż rzeczy zbytecznych (no i jeszcze też jehowych).

    OdpowiedzUsuń