środa, 27 czerwca 2012

Gdy opadnie kurtyna




Gdy opadnie kurtyna, to zazwyczaj wychodzą na jaw sprawy i sprawki, które były wcześniej skrzętnie ukrywane, a bez znajomości których trudno objąć całość sprawy. Wydaje mi się, że w przypadku naszego piłkarskiego święta też tak jest. W poniedziałek mieliśmy w TVP ekskluzywny wywiad z trenerem naszej reprezentacji. (qurczę, to jedno z najbardziej debilnych określeń, które przypałętało się do nas wraz z obaleniem komuny - czym się różni zwykły wywiad, od tego ekskluzywnego do dziś nie wiem).  Po tym wywiadzie wydaje się, że wszyscy są zawiedzeni brakiem przeprosin. No sorry. Skoro kibice zgodnie stwierdzili, że "nic się nie stało", to w czym problem? Przeprasza się wtedy, gdy coś się stało, a Franciszek Smuda stwierdził, że jego podopieczni "wypruli z siebie wszystko" i "motywacja była ogromna", więc przyznaję mu rację, że nie ma za co przepraszać. No chyba że...


A może trener nie widział wszystkiego? Może nie wiedział, że naszym zuchom przeszkadzała w koncentracji - a tym samym: wypruciu z siebie wszystkiego - świadomość, że ich małżonkom kładzie się kłody pod nogi i z trudem mogą one zasiąść na trybunach (kłody pod nogi miał kłaść prezes PZPN Grzegorz Lato, któremu trudno było rozstać się z biletami (może po prostu je kolekcjonuje?). A pretensje Jakuba Błaszczykowskiego odnoście nieustalonych premii doskonale rozumiem. Każdy chce wiedzieć, za ile pracuje. Czasy "czy się stoi, czy się leży..." już dawno się skończyły, a na boisku nie ma mowy o leżeniu i nabiegać się trochę trzeba, więc trudno tak "wypruć z siebie wszystko" przy braku motywacji. Ja to rozumiem: też nie mógłbym się skupić na grze i dawać z siebie wszystkiego mając świadomość, że moja rodzina ogląda mnie tylko na szklanym ekranie... Bo przecież "pieniądze nie są dla nas najważniejsze".



A tak na poważnie... Cóż, nie jestem zagorzałym kibicem i nie stawiam na ostrzu noża sprawy wyjścia z grupy, jako narodowego być albo nie być. Mamy drużynę na miarę naszych możliwości i tyle. Szkoda tylko, że przy okazji Euro 2012 orły górskiego tak w locie pikują, zamieniając się w kraczące wrony, ale jednak nie potrafiące wylądować z klasą jak "ta" Wrona. Jeden "orzeł" uczepił się stołka, panując niepodzielnie niczym faraon, mając za nic dobre obyczaje, drugiemu marzy się Polska wyłącznie dla Polaków, zaprzestając kibicowania takiej pomieszanej drużynie... Ja rozumiem: na starość człowiek dziwaczeje, ale dlaczego w tym moim ukochanym kraju tacy dziwacy są na szczytach władzy???



Czasy chodzenia boso, ale w ostrogach to już zamierzchła przeszłość. To może piosenka lekka, łatwa i przyjemna od bosego Jerrego. Szybko zlecą te dwie minutki w rytmie pa-pa-pa-pa i na-na-na-na.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz