niedziela, 17 czerwca 2012

Coś się jednak stało...



Wbrew temu, co dziś próbuje sobie wmówić wielu polskich kibiców, podśpiewując: "nic się nie stało", to trudno nie zauważyć, że jednak coś się stało. Chodzi mi jednak nie o emocje sportowe, ale o to, co powstało w naszym kraju w związku z rozgrywkami Euro 2012 (i zapomnę na chwilę, że niektóre obiekty to półprodukty czemuś-podobne, jak np. pseudo-autostrady). Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że gdyby nie ta impreza sportowa, to wiele z tego, co będzie nam jeszcze służyć przez wiele lat, do dziś by nie powstało, lub w ogóle pozostało by jeszcze na długo tylko w planach na papierze. Dotyczy to zarówno inwestycji w skali makro jak też mikro. Dobrze, że wspominają o tym rozżaleni ponoć mieszkańcy Gniewina, skazani na "lizanie przez szybę" stacjonujących tam hiszpańskich piłkarzy (tu art.). "Mieszkańcy Gniewina, mimo że są mocno rozczarowani brakiem kontaktu z drużyną Hiszpanii, dostrzegają jednak też pozytywy płynące z ich pobytu. - Nasze miasteczko będzie teraz bardziej rozpoznawalne, turystycznie na pewno przeskoczyliśmy kilka długości - podkreśla Michał, 22-letni student Uniwersytetu Gdańskiego. - Miło było patrzeć jak to wszystko się zmieniało. A przecież korzystać będziemy z tego jeszcze bardzo długo. Hiszpanie wyjadą i o nas zapomną, my pozwijamy flagi z płotów, ale z dróg i ścieżek korzystać będziemy latami".

Z tym turystycznym skokiem o kilka długości to bym nie przesadzał i radził mieszkańcom Gniewina nie rozbudzać w sobie ponownie zbyt wielkich apetytów, które mieszkańcy mieli przecież wcześniej w przypadku przyjazdu Hiszpanów do ich miejscowości. Rozbudzone nadzieje mieszkańców były tak samo zbyt wielkie, jak naszych kibiców wobec narodowej drużyny. Widok spacerujących po Gniewinie hiszpańskich piłkarzy okazał się tak samo iluzoryczny, jak wyjście naszych piłkarzy z grupy. Ale najważniejsze dla wszystkich mieszkańców naszego kraju jest to, że "my pozwijamy flagi z płotów, ale z dróg i ścieżek korzystać będziemy latami". I tego się trzymajmy.


Pozostaną nam też pięknie podświetlone mosty, takie jak te w rejonie gdańskiego węzła Kartuska (a co na to Gdynia?). Bo czymże byłaby tylko obfitość chleba bez odrobiny igrzysk...?

Proponuję spojrzeć na te zdjęcia przy kojących dźwiękach grupy UNKLE - What Are You To Me?









5 komentarzy:

  1. Most pięknie podświetlony, fakt! Bardzo ładnie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówiąc o Gdańsku :), czy się na Jarmark Dominikański się w tym roku wybiera ?

    Ja tam jestem niemalże co roku w 2008r odpuściłem bo był ślub drugiego brata...:D ciekaw kto następny Ja czy moja siostra bo pierszy brat już wyszedł za mąż i mieszka ze swoją lubą w niemczech.

    OdpowiedzUsuń
  3. I same mosty ciekawie wyglądają, i podświetlenie ciekawe - nie ma dwóch zdań.

    Jarmark obecnie trochę się za bardzo skomercjalizował w moich oczach. Gdy chodziłem tam sprzedawać "Małe Modelarze" i szukać "Tygrysów" i "Miniatur Morskich" do kolekcji (która gdzieś mi zaginęła podczas przeprowadzek) to miało dla mnie urok...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam nadzieję że Euro 2012 zmieni też trochę mentalność kibiców i Polaków w ogóle, że można się razem bawić bez względu na podziały, bez burd i łamania krzesełek na stadionach. Dobrym prognostykiem na przyszłość było się też włączenie społeczności kibiców w szukanie zaginionego kibica z Irlandii. Niestety akcja ta była skazana, jak się później okazało, na porażkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie jestem niestety takim optymistą. Czy jedna impreza potrafi zmienić nasze boiskowe zachowania? Może inaczej: czy przy takiej imprezie nie ma innego przekroju kibiców, niż w wypadku ligowego meczu? Myślę, że odpowiedź może być tylko jedna.
    A akcja z irlandzkim kibicem była chyba od początku skazana na niepowodzenie, bo dla mnie od początku wyglądało to na wypadek spowodowany nadużyciem... I myślę, że tego zdania była większość. Po cichu, bo dziwnym zbiegiem okoliczności blokowana była na "Gazecie" możliwość komentowania pod wiadomością o zaginięciu irlandzkiego kibica. Tragedia dla rodziny - to oczywiste, ale... znowu mam zdanie odrębne (po to ten blog w końcu).

    OdpowiedzUsuń