sobota, 12 maja 2012

Tour de kapsel




Kiedyś w maju to była taka Małyszomania na kołach.

Czy gra w kapsle była wynikiem zapatrzenia na wyczyny Szozdy, Szurkowskiego, czy też "naszego" Mytnika? Taka jest wersja oficjalna. Dla mnie pstrykanie w metalowe kapsle, przy nieodłącznych okrzykach: "ścinka!", "rowerek!", co było równoznaczne z "nie liczy się!", po prostu było jedną z najprostszych podwórkowych zabaw. Wystarczył but, który nakreślił trasę wyścigu na piasku... i już!

W moim przypadku gra w kapsle doprowadziła w pewnym momencie do konfliktu pokoleń. Zdrowo mi się oberwało za to, że wyciąłem flagi państw z atlasu świata w celu ozdobienia nimi moich zawodników. Podłość rodziców nie zna granic...

Dziś wpisując do przeglądarki hasło "gra w kapsle" można znaleźć tandetną próbę naśladownictwa gry sprzed lat. Czyż mogą się równać z niepowtarzalnymi wyrobami własnych rąk, jakieś badziewiaste (made in China?) plastikowe wyroby kapslopodobne? To nieprawdopodobne!

2 komentarze:

  1. Wyścig Pokoju to była w tamtych czasach nie lada atrakcja. Na ulicy Świętojańskiej można było wysłuchać relacji radiowych z poszczególnych etapów. Nie można tu nie wspomnieć o głosie Bohdana Tomaszewskiego który jechał za wyścigiem i relacjonował wszystko na żywo. Nagłośnienie ulicy stanowiły głośniki, które zainstalowano na pierwszomajowy pochód. Jako że na przełomie lat 60 i 70-tych nastąpiła seria sukcesów Szurkowskiego i Szozdy, zainteresowanie było ogromnie.

    Ale w kapsle nigdy nie grałem, bo za czasów mojej nauki w podstawówce jeszcze chyba jej nie wymyślono.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie słowa komentarza mogą rzeczywiście świadczyć o tym, że wersja oficjalna dotycząca źródeł pochodzenia gry może być prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń