poniedziałek, 21 maja 2012

Nasz pociąg do...



Ul. Świętojańska. Czerwiec 2009. Miłe początki. Dzisiaj żaden z trzech punktów Captain Olsen nie istnieje.


Aktualnie miejsce ryb zajął makaron. Dla odmiany, w menu znajduje się np. makaron z tuńczykiem, jakby komuś pozostał pociąg... do ryb.


No właśnie - pociąg. O mało co, przemknęłaby mi niezauważenie - jak ten superszybki Shinkansen - gospodarska wizyta naszego premiera, ale zajęty byłem malowaniem ścian gniazdka rodzinnego "farbą, która pachnie". W sumie to do podróży Tuska podchodzę obojętnie, albo inaczej - czy ona by się odbyła, czy też nie, ściany musiałyby być pomalowane (utrapienie z tymi kobietami, ciągle trzeba im mieszkanie odświeżać. A gdzie czas na blogowanie?). Tak patrzę na skróty podróży... Pal sześć lot helikopterem nad autostradą, chociaż od tego nie przybyło jej ani milimetra. W sumie to też lubię sobie popatrzeć na nasz kraj z lotu ptaka. Zawsze to niecodzienna perspektywa, ale...

Czy organizatorzy i uczestnicy takiego "rajdu" muszą traktować mnie, jak człowieka ograniczonego umysłowo? Czy ci "na górze" muszą zachowywać się zupełnie tak samo, jak producent farby, która podobno miała pachnieć, a mnie po drugim malowaniu już głowa bolała od tego smrodu (widocznie wszyscy - oprócz producenta - wiedzą, że farba po prostu śmierdzi a nie pachnie)? Czy ja jestem debilem, który uwierzy, że premier, któremu każdego dnia nadworny kierowca limuzyny - kłaniając się w pas - otwiera drzwi, aby przypadkiem premier nie nadwyrężył sobie nadgarstka, musi teraz sam sobie kupować bilet kolejowy, tym samym chcąc udowodnić, że ręka go nie boli i jest jednym z nas?!?!? Swoją drogą, to niezła musiała zrobić się kolejka przy kasowym okienku, bo rozumiem, że cała świta (z "borowikami" i fotoreporterami włącznie) też karnie stanęła w ogonku i wysupłała trochę grosza na bilet. No bez jaj! Może sama podróż gospodarza, który nadzoruje swoje podwórko to niegłupi pomysł, ale to siermiężne wykonanie... Takie chwyty propagandowe, wypisz wymaluj rodem z PRL-u, jak z tym kupowaniem biletu, to już przerabialiśmy i się nie sprawdziły, więc po co powtarzać w kółko te same błędy? Każde tego typu starannie wyreżyserowane zachowanie jest sztuczne jak ta palma na środku skrzyżowania w Warszawie (jeśli jeszcze tam stoi), lub rolnik wystrojony w ślubny garnitur, podczas przerzucania gnoju za stodołą (bo telewizja przyjechała). A co sztuczne, to wiadomo: śmieszne i przede wszystkim niewiarygodne. I to zawsze będzie tak wyglądało, niezależnie, czy będzie podróżował Tusk, Kaczyński, Obama czy też Putin.
Hmmm. Czepiam się szczegółów? Tak. Wiadomo przecież nie od dziś, że diabeł tkwi w szczegółach. I tak samo, jak wynaleziona przez moje dziewczyny mała rysa na suficie, popsuła cały efekt moich malarskich zapędów, tak i głupie propagandowe szczegóły postawiły pod znakiem zapytania wiarygodność rządowej eskapady.
W sumie to żadna nowość, że rządzący tracą kontakt z rzeczywistością. Mam w pamięci wypowiedź w radiowej 'Trójce" jednego ze słuchaczy, dzwoniącego z Polski B, C, czy też D, przy okazji planów komputeryzacji wiejskich szkół: "O czym my mówimy? O jakiej komputeryzacji? Niech ci z rządu zejdą na ziemię, przyjdą rano na nasz przystanek PKS i niech zobaczą w jak rozwalonych butach dzieciaki jadą do szkoły". Cóż... Ani z pokładu helikoptera, ani z nowiutkiego przedziału pociągu (nawet drugiej klasy), szczegółów zwykłego życia nie zobaczymy, a jak już było powiedziane: diabeł tkwi w szczegółach.


2 komentarze:

  1. Wczoraj było święto grabówka :) czy było tam się ?

    Ja akurat byłem chociasz nie było tak było ciekawo jak sądziłem ale przynajmniej nie musiałem siedzieć w domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie. Nie było się tam, ale zawsze jakieś zdjęcie się zrobi. Nawet jeśli jest zwykła poręcz... ;)

    OdpowiedzUsuń