środa, 9 maja 2012

Lot orła - z góry widać lepiej?



Daj orłowi grzędę, a on: wyżej siędę. Zauważ, jak mała biedronka dźwiga orła...

Dzisiejszy skwer Kościuszki - trawa tylko dla orłów (a co pod tą trawą?).

I tak przy okazji ostatniego wpisu, w którym przytoczyłem słowa prof. Witolda Kieżunia, a propos dziś zrobionych zdjęć i aby obrazek nie był zbyt sielskim, tak sobie przypomniałem pewną rozmowę z kierowcą ciężarówki, która miała miejsce w latach 90 (w tym czasie taka ciężarówka firmy TOP 1000 występowała w reklamie PZU pod hasłem: "duży może więcej"). Tych rozmów było wiele, przeważnie o niczym. Miały one zazwyczaj zadanie wypełnić czas oczekiwania w zakładach pracy lub na granicach (tych nadal dziś istniejących i tych już formalnie zniesionych). Jedną z tych rozmów, które przechowuje moja pamięć, dotyczyła tego, co się z kraju naszego swego czasu wywoziło. Mój kolega po fachu wywoził z Polski... maszyny włókiennicze z jednej z łódzkich przędzalni. Twierdził, że fabrykę kupił zagraniczny inwestor i teraz wywozi maszyny. Wszystko to było mówione w otoczce niszczenia polskiej gospodarki i temu podobnych. No, można powiedzieć: takie tam ludzkie gadanie szarej masy, która może nie wiedzieć, co właściwie wywozi i co w ekonomii piszczy.

Zwykłemu szaremu człowiekowi można nie wierzyć, więc może podeprę się słowami profesorskimi - to zawsze lepiej brzmi. Wspominany wcześniej Witold Kieżuń podaje taki przykład - jak to nazywa - neokolonializmu: "Siemens kupuje polski ZWUT, który dysponuje wówczas monopolem na telefony w Związku Radzieckim. Niemcy dają pracownikom dziewięciomiesięczną odprawę. Wszyscy są zadowoleni. Po czym burzą budynek, całą aparaturę przenoszą do Niemiec i przejmują wszystkie relacje z Rosją. Likwiduje się „Kasprzaka", produkcję układów scalonych, diod, tranzystorów, a nawet naszego wynalazku, niebieskiego lasera. Wykupuje się polskie cementownie, cukrownie, zakłady przemysłu bawełnianego, świetną wytwórnię papieru w Kwidzyniu. A my uzyskane pieniądze przejadamy".

No więc jak to było? To te wszystkie urządzenia, które podobno były przestarzałe, do wyprodukowania niczego sensownego się nie nadawały, były warte wywiezienia? To o co w tym wszystkim kaman? Coś mi ten wywóz urządzeń trąci oddziałami trofiejnymi Armii Czerwonej, które w czasie ostatniej wojny wywoziły wszystko, co się nawinęło pod ręce i co mogło być przydatne gospodarce ZSRR. W latach transformacji zmienił się tylko kierunek wywozu. O skali procederu trudno szaremu człowiekowi się wypowiadać. Tak samo zmienił się kierunek, skąd przychodzą rozkazy. Kiedyś z Moskwy, teraz z Brukseli i z bardziej daleka. A rozkaz, wiadomo, trzeba potulnie wykonać.

Hmmm. Bądź tu szary człowieku mądry, skoro i ci bardziej wykształceni błądzili jak we mgle: "– Aleksander Małachowski przyznał później – byliśmy jak barany."** Ale czy my nadal nie jesteśmy tymi baranami, pasącymi się na zielonej wyspie Europy? No i jak bardzo zielona jest ta wyspa? I czy nie mogła być bardziej zielona, gdyby nie przejadające zieleń barany naczelne i zamiecione pod ten zielony dywan przekręty i przekręciki?




**Witold Kieżuń - Polska neokolonią

4 komentarze:

  1. Wiedziałam od początku, że solidarność to barany, a raczej ludzie szli za nią jak barany. Mogę to z czystym sumieniem powiedzieć, bo byłam krytyczna wobec tego co nam obiecywali i nie bardzo w to wierzyłam. Zwłaszcza jeśli chodzi o sukcesy gospodarcze. Jeżeli to prawda, to o czym piszesz, mam gorzką satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego miałbym kłamać? Nie wnikam w szczegóły spraw, bo to zajęcie dla dziennikarzy śledczych, ale jest wiele publikacji na przykład dotyczących kwidzyńskiej papierni, z których jasno wynika, że zakład sprzedano za bezcen. Jedynym kontrargumentem był brak chętnych do zakupu zakładu. I skąd niby ja - szary człowiek - mam wiedzieć, gdzie leży prawda?
    A że koncerny zachodnich wchodziły tu między innymi po to, aby zlikwidować wewnętrzną konkurencję, to dziecko zrozumie, porównując fakty. Jak inaczej zrozumieć historię gdańskich zakładów Fazer, o której wspominałem już. W skrócie: "Na rynek słodkości wróciły produkty z popularnym kiedyś znakiem firmowym ZPC Bałtyk. Firma z 80-letnią tradycją miała być zlikwidowana, bo jej właścicielowi - koncernowi Fazer z Finlandii - nie opłacało się utrzymywanie produkcji słodyczy w Trójmieście. Gdy Fazer wszedł na rynek z własną marką, wykreślił z nazwy produktów logo "Bałtyk". Podczas lektury, okazało się, że powrót marki wymagał determinacji załogi: Fabrykę w Oliwie przed likwidacją uratował opór jej załogi. Długotrwałym strajkiem wymusiła ona od fińskiego koncernu zgodę na wykupienie firmy przez pracowników".
    Szkoda słów.

    Ale oczekiwać od ludzi, którzy potrafią łgać w żywe oczy wprost do kamery. Pamiętam jak dziś Palikota mówiącego, w związku z jakimiś rozliczeniami finansowymi:"Luksemburg nie jest rajem podatkowym". Traf chciał, że miesiąc wcześniej przeglądałem ustawę abolicyjną, która jednak nie miała obowiązywać w przypadku dochodów z rajów podatkowych. Pośród nich, czarno na białym, widniał... Luksemburg! No i tacy ludzie nami rządzą...

    OdpowiedzUsuń
  3. Absolutnie nie miałam na myśli tego, że kłamiesz. Tylko to, że prawda jest cholernie smutna i gorzka. A miało być tak dobrze. Pamiętam zebrania całych załóg i słowa działaczy solidarności - gwarantowali, że będzie lepiej. A później nowa nomenklatura zastąpiła starą. Albo i nie. Szkoda słów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kłamać nie ma co, bo wszystko jest do zweryfikowania. :)
    Świata się nie zmieni - zawsze będą ci równi i równiejsi, ale warto od czasu do czasu przypomnieć sobie pewne fakty. Jestem raczej realistą, a nie hurra optymistą.

    OdpowiedzUsuń