czwartek, 31 maja 2012

Jak osiągnąć sukces w kryzysie, czyli 300% normy




Pozazdrościłem naszemu premierowi podniebnej podróży i też zapragnąłem sprawdzić jak też mają się przygotowania do Euro 2012, i korzystając z dobrodziejstw demokracji wsiadłem do samolotu byle jakiego, ściskając w ręku paszport bordowy, patrzyłem, jak wszystko zostaje w dole. Na stadion zerknąłem tylko wirtualnie, czyli na makietę (przyszły punkt informacyjny?) znajdującą się na gdańskim lotnisku. Nic tu po mnie - pomyślałem, więc wydałem dyspozycję pilotowi: - Janie. Lecimy!



Jeszcze z góry pomachałem na pożegnanie synowi naszego premiera, który tu ponoć znalazł zatrudnienie. Wydaje mi się, że właśnie odprowadzał swego ojca do stojącego przed nowym terminalem samolotu linii OLT Express - wszak to tani premier miał być, więc oczywiste jest, że teraz pełnymi garściami korzysta z biletów po promocyjnej cenie.
Szkoda jednak, że kasy starczyło na wybudowanie wersji wiosenno-letniej lotniska (z krótkimi rękawkami). Za to w środku, w porównaniu do poprzedniego terminala, różnica, że tak powiem: niebo a ziemia.

 - Janie... Lecimy nad Gdynię - wydałem dyspozycję. Chcę zobaczyć jak wyglądają tam drogi do Euro-py.
 Miejsca: do odgadnięcia. Zadanie dosyć łatwe.














No cóż, nie są to drogi tak strategiczne, jak najsłynniejszy teraz odcinek A2 w budowie, więc... zajrzyjmy właśnie - choć zaledwie wirtualnie - na to teraźniejsze oczko w głowie: mediów, tych u steru władzy i drogowców. No i własnym oczom i uszom nie wierzę... Kilka dni przed (zapewne niezapowiedzianą, wszak to już nie PRL) gospodarską wizytą premiera, a raczej lotem, nad priorytetową budową IIIRP... no cuda, cuda ogłaszają (w tym art.).
"- Pracuję 20 lat w tej branży i muszę przyznać, że takiego tempa, w jakim tu się pracuje od dwóch miesięcy, jeszcze nie widziałem. W miesiąc zrobiono tyle, ile wcześniej wykonywano w rok - mówi pan Stanisław z budowy odcinka C. Setki samochodów ciężarowych non stop wjeżdżają i wyjeżdżają z tego terenu. Wszędzie widać biegających robotników, koparki i maszyny do układania asfaltu. [...] - Nikt nie jest w stanie w stu procentach zagwarantować, że pojedziemy tą trasą na początku czerwca, ale harujemy od rana do nocy, żeby zdążyć. Jeśli pogoda nam dopisze, zdążymy".
No i tu, żeby nie było niedomówień, że słowa padły w 2012 roku, powinni pracownicy dodawać: tak nam dopomóż Bóg, bo pamiętających czasy minione (tu po raz kolejny mam wątpliwość, czy one minęły) mógłby zmylić język propagandy znany od dawien dawna co do właściwej daty relacji.
Ja słyszałem o jakiś premiach za budowę autostrady. Hmmm. Skoro "w miesiąc zrobiono, ile wcześniej przez rok", to oznacza, że wcześniej się opierdalano??? Więc za co te premie? No a z tymi " biegającymi robotnikami" toś chłopie przesadził - tutaj zwracam się do autora artykułu. Trochę za bardzo chciałeś się wykazać. Pewnie młodyś, bo inaczej znałbyś dowcip o tym, jak reporter pyta robotnika na budowie: -A co wy tak tu biegacie z pustą taczką? -Panie, zapieprz taki, że nawet czasu nie mam załadować! No ale pod koniec artykułu już jest po staremu, czyli normalnie, czyli jak za PRL-u. Po przecięciu wstęgi będzie podobnie, jak po otwarciu gdyńskiej estakady, gdy dwa dni po, zakazano wjazdu na nią ciężarówkom: "Po turnieju piłkarskim autostrada zostanie ponownie zamknięta i będzie wykańczana".

To było przed lotem premiera, który zapewne z pokładu śmigłowca pogroził robotnikom paluszkiem, dając tym samym do zrozumienia, że muszą jeszcze szybciej biegać. Za to dzisiaj, dosłownie godzinę temu w radiowej "Trójce"... No i znowu musiałem się uszczypnąć, czy nie przemieściłem się w czasie. Red. Radomir Czarnecki głosem zaangażowanego w sprawę aktywisty ZSMP relacjonuje: "Praca trwa nieprzerwanie. Ogromna maszyna specjalnie sprowadzona z Niemiec układa asfalt [...] Tempo może nie jest imponujące, ale maszyna systematycznie przemieszcza się w kierunku Warszawy, pozostawia za sobą ciepły asfalt. Robotnicy przygotowujący teren przed maszyną uwijają się jak w ukropie".  Pomimo, że redaktor przytomnie uzmysławia budowniczym, że do rozgrywek pozostał zaledwie tydzień, w odpowiedzi słyszy jedynie słuszną odpowiedź: -Zdążymy - zapewnia robotnik. "Ale o tym czy zdążą, wydaje się, że zadecydują już nie dni ale godziny przed rozpoczęciem Euro" - wyrokuje redaktor (tu możesz kliknąć na ikonkę z głośnikiem, aby odsłuchać oryginału). No pięknie, pięknie...Duch PRL-u, jak ten Lenin, wiecznie żywy.

P.S. Propaganda dni naszych ogłasza otwieranie autostrad, ale oczywiście otrzymamy wyrób autostradopodobny, bo tak przecież trzeba nazwać drogę (a raczej jej połowę), po której można będzie poruszać się maksymalnie 70 km/godz. Cóż, był czas przywyknąć, a tradycje krajowe trzeba szanować. Od podrobionej czekolady się zaczęło...

2 komentarze:

  1. Hehe, niezły tekst... Swoją drogą uwielbiam zdjęcia lotnicze, na tych doskonale widać maszt w Chwaszczynie a także końcówkę obwodnicy z leżącymi nieopodal Pustkami Cisowskimi. Żałuję że nie robiłem zdjęć gdy leciałem z Gdańska do Lubeki, nie było ani jednej chmurki na niebie, widać było wszystkie miejscowości nad morzem jak na mapie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Z samolotu to zawsze taka inna, niecodzienna perspektywa, więc zawsze ciekawa. Szkoda tylko, że 90% pasażerów to chłopy na schwał, które przyczyniają się w większości do powiększania PKB innych krajów, pracując tam na budowach i w stoczniach...

    OdpowiedzUsuń