piątek, 11 maja 2012

Fotograf na cenzurowanym



Kto wymyślił taką durną nazwę: "farma piękności"? Bardziej kojarzy mi się to z upiększaniem zwierząt niż ludzi. Za PRL-u przyodziewali się tu ci, za którymi "panny sznurem".

Taki fotografujący amator, do jakich ja się zaliczam, to ma często przerąbane. Nie wiadomo, co można opublikować, a co nie; czy widoczny na zdjęciu człowiek jest jego tłem, czy też głównym motywem, czy wystawiony na widok publiczny numer rejestracyjny samochodu jest jednocześnie informacją tajną? Czy widoczna na powyższym zdjęciu kobieta, dzięki ogromniastym ciemnym okularom, zrobiła samoistnie sobie taki czarny pasek, zasłaniający oczy osób, które mają pozostać nierozpoznane? Wszystko jest niby jawne, ale zarazem tajne.

No właśnie: "tajne". Ta kobieta, po przejściu ulicy na drugą stronę (oj oj, w niedozwolonym miejscu), zaczęła mnie strofować. - A co pan tu robi za zdjęcia? To jest obiekt wojskowy! Nie wolno tu robić zdjęć! Po co robi te zdjęcia? - Dla KGB - odpowiedziałem, czując od początku groteskowość sytuacji. - No chyba tak - usłyszałem na odchodne. No bo niby jaką inną instytucję mogłaby zainteresować "wojskowa" farma piękności (może mieli tu receptę aby Lenin był nie tylko wiecznie żywy, ale i zarazem piękny)? Tę sytuację potraktowałem z przymrużeniem oka, ale gdy dwa lata temu strzelałem sobie fotki w jakiejś małej miejscowości w głębi Polski, podszedł do mnie pewien jegomość, zupełnie na poważnie pytając: - Pan tu sobie tak fotografuje, a o pozwolenie pan pytał? - Pozwolenie na co? Na fotografowanie miasta? Czy panu epoki się nie pomyliły? - też najzupełniej poważnie odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Widząc chwilę wahania strony przeciwnej jeszcze dodałem: - Ja rozumiem, że wasza miejscowość nie jest znaną atrakcją turystyczną i widok kogoś fotografującego może nie jest tu codziennością, ale jak pan pojedzie gdzieś na wakacje to nie zrobi sobie zdjęcia bez pytania o pozwolenie? Po tych słowach się oddalił...


No i człowiek tak sobie strzela fotki, myśląc, że to on właśnie jest myśliwym, ale często-gęsto okazuje się, że to myśliwy, jest zwierzyną łowną - jest bacznie obserwowanym przez otoczenie.

3 komentarze:

  1. farma, farma... bo owieczki i baranki tak gonią za tą pięknością. U mnie jest FABRYKA FRYZUR, czyli najzwyklejszy fryzjer.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, często pęd do wyróżnienia się - choćby nazwą - spośród wielu punktów usługowych - doprowadza do powstawania karykaturalnych nazw. Ciekawe jednak, jaki wpływ one mają na frekwencję.

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że mnie też kiedyś facet zapytał, ale chyba mógł, bo robiłam zdjęcia jego domu;)
    Upiekło mi sie, kiedy zaczęłam się, całkiem szczerze zresztą, zachwycać miejscem, okolica, domem.

    Znasz fotoblog 'trzaskprask'?
    Długo nie kojarzyłam nazwiska autora, przyznaję.
    Powala mnie jakość zdjęć, ale przede wszystkim poczucie humoru i komentarze autora;
    no i nasuwa sie pytanie, czy on prosi o pozwolenie na publikacje - i wątpię;)

    OdpowiedzUsuń