niedziela, 6 maja 2012

Cały naród buduje swoją Ojczyznę



"Pomożecie?", "Pomożemy!", albo "Cały naród buduje swoją ojczyznę" - leci komuną z kilometra. Ja już na pewno nie będę pomagał, tylko wymagał. Każdy za coś bierze kasę - w kilka sekund można znaleźć w sieci temu podobne wypowiedzi. Z byle powodu.
Ja płacę podatki! Moje dzieci nie będą sprzątały szkoły! - takie głosy padały, gdy kilka tygodni temu gdzieś w Polsce chciano zaprząc do pracy uczniów zamiast sprzątaczek (w ramach oszczędności).
Ja z kolei doskonale pamiętam ze szkoły podstawowej wymóg przepracowania w roku szkolnym, 60 godzin bodajże, w ramach godzin społecznych. Zazwyczaj chodziło się do sklepów, pytając czy nie można czegoś tam zrobić. Zazwyczaj coś tam się posprzątało, na półki powykładało (to tak jak dzisiejsze bezpłatne staże), albo... na odczepnego dostało się wpis zaświadczający nieprawdę. W zależności od okoliczności. Przeważnie jednak coś tam się zrobiło społecznie dla ludowej wtedy ojczyzny.

Sianów. Tu już nie walczy się zapałkami.

No to wiemy, czego można było spodziewać się po komunie w temacie darmowej pracy. No ale jak było chwilę wcześniej? Przed wojną, gdy Polacy mogli się cieszyć wolnym krajem. Kilka tygodni temu wysłuchałem w radiowej "Trójce" rozmowy z prof. Witoldem Kieżuniem, dziś mającym 90 lat, który opowiadał o swoim życiu. Szczególnie dużo o Powstaniu Warszawskim i latach powojennych (widać teraz, że zdjęcie nie jest pozbawione sensu). Mnie jednak zainteresowała krótka wzmianka o momencie życia profesora, gdy miał 17 lat, tuż przed wybuchem wojny. Oto co powiedział: "Zdałem maturę i jadę na miesięczny kurs Junackich Hufców Pracy. To było obowiązkowe. Buduję drogę z Zakopanego do Kościeliska. Fizycznie pracuję. To była kapitalna koncepcja. To był obowiązek, po maturze trzeba było miesiąc fizycznie pracować...".

Po takich słowach, to powoływanie się "na komunę", gdy tylko coś nam obecnie nie pasuje, jest po prostu nielogiczne. W wielu przypadkach, słusznie obalony system tylko powielał istniejące wcześniej wzorce. Czy to było robione udolnie i nieudolnie, to inna sprawa. Spróbujmy za to teraz zaprząc kogokolwiek do społecznej pracy dla naszej Ojczyzny! Czyżby to już nie był nasz "ukochany kraj, umiłowany kraj"? A może po prostu: no przecież teraz płacimy podatki!

Junacy budowali drogę z Zakopanego do Kościeliska w czynie społecznym, żołnierze LWP - w dużej części zafundowali nam "gierkówkę", też na tych samych zasadach co junacy, a dziś wszyscy myśleli, że uda wybudować się autostrady za miskę ryżu, albo też wręcz za darmo? Ale to już nie te czasy. Firmy budujące nasze drogi ku Euro 2012 (bo przecież tak normalnie one nie byłyby nam potrzebne) padają jak muchy, bo jakoś w tym przypadku nikt społecznie nie chce dróg budować.

2 komentarze:

  1. Po wojnie i to w PRL-u kontynuowane były staże pracy po maturze, gdy się zdało na studia. I to była przeważnie praca fizyczna w ramach tzw. praktyk studenckich. Coby przyszła inteligencja nie zapomniała skąd się wywodzi, albo kto na nią pracuje. No i aby się integrowała przed rozpoczęciem studiów. Ja osobiście przepracowałam miesiąc w Dębnie Lubuskim w fabryce przetworów owocowo-warzywnych. Ciężko było jak diabli, ale dałam radę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałem wakacyjne praktyki w liceum, w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku i w ówczesnej Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Niestety prac społecznych (tzw. czynów) nie wspominam zbyt mile, jeden z nich zakończył się zapakowaniem mojej ręki w gips.

    OdpowiedzUsuń