czwartek, 24 maja 2012

Adijo pomidory, adijo... tani cukrze



Tak stojąc nie tak dawno temu przed załączonym plakatem, przypomniała mi się jedna sprawa sprzed roku, przy której słyszałem chichot historii. Sprawa dotyczy cen. Ceny się zmieniają, często po prostu działa niewidzialna ręka rynku. Są też towary "strategiczne", w przypadku których już ta ręka nie działa. Taki dajmy na to cukier, o który wręcz biliśmy się nieco ponad rok temu, windując tym samym jego ceny do ponad 5 złotych za kilogram (pamiętamy to w ogóle?). W marcu zeszłego roku zapisałem sobie pewną wypowiedź ministra rolnictwa Marka Sawickiego, który prognozował - wróżąc oczywiście z fusów - cenę cukru w tym sezonie na 2 złote za kilogram. Zapisałem sobie to specjalnie w kajeciku (i odnalazłem w sieci), wiedząc, że jest to tylko takie pierdu pierdu trzy po trzy. Kto będzie pamiętał po roku słowa ministra i kto mu wypomni, że ściemniał? Użył co prawda magicznego słowa "może", co daje mu ogromne pole do manewru, ale... Podczas gdy każdy przeciętnie inteligentny człowiek wie, że gdy ceny poszybują w górę, to nijak później nie chcą się zniżyć do poprzedniego poziomu, to taki wykształcony minister o tym nie wie?

Ostatnio zrobiłem rekonesans cenowy, tego, zdawać by się mogło, strategicznego towaru. Przedział cen wahał się od 3.70 do 4.06 złociszy za kilogramową paczkę słodkich kryształków. No jest to jednak "trochę" więcej, jak dwa złote. Co ciekawe i jednocześnie komiczne, najwyższą ceną była "oferta specjalną"(!) TESCO. Nie wiem jednak, o jakiej zawartości cukru w cukrze był ten tam sprzedawany, więc może i ta najwyższa cena była uzasadniona?

A gdzież tu miejsce na chichot historii? Gdyby za czasów PRL-u ludziom zaserwowano takie podwyżki cen... Pozostaje mi tylko powtórzyć, już raz napisane słowa: "Kiedyś naśmiewano się ze mnie (i to na moim własnym blogu! podłość ludzka nie zna granic!), za moje niepoprawne wypowiedzi, że tak naprawdę nie zmienia się nic. To niech mi ktoś teraz łaskawie wytłumaczy, czym różni się centralnie sterowana gospodarka socjalistyczna od centralnie sterowanych limitów produkcji - chociażby cukru, i jak to się ma do słynnej niewidzialnej ręki rynku? Ta niewidzialna ręka to po prostu utajone podwyżki, a nie oficjalne komunikaty z ekranu telewizora, które drażniły społeczeństwo. To już lepsza była "Niewidzialna ręka" z "Teleranka", bo z jej tajnych działań ludzie byli zawsze zadowoleni. O przepraszam. Coś się jednak zmieniło. Miejsce skąd następuje centralne sterowanie. Teraz wiatr wieje od zachodu. Kiedyś, przy takiej skali podwyżek na sklepowych półkach to skrzykiwali się ludziska i z kamieniami w rękach wychodzili na ulicę aby zamanifestować swoją "miłość" do władz. Gdzie tu się jednak teraz skrzykiwać, "kolebki" w demontażu... No, ale teraz za to mamy wolność. Wolność wyboru. Wolno nam wybrać na przykład kraj zamieszkania, jak się coś nie podoba. Ale czy o to chodziło? Czy w tym całym przewrocie historycznym chodziło nam o to, żeby teraz targać cukier z Niemiec?! Wszystko to popieprzone. Ja już za tym nie nadążam".

No właśnie, z kim tu walczyć, gdy wróg niewidzialny?
Wszystko takie rozmyte i wokół tylko ciche układy...

The Waterboys - Silent Fellowship


P.S. - 23.06.2012
Fragment tego art. w interesującym mnie fragmencie dot. "niewidzialnej ręki rynku": Cukier nie będzie tanieć. "Mimo że mamy w kraju dużo cukru, jego cena nie spada. Sylwia Kalska z Krajowej Spółki Cukrowej - największego producenta i sprzedawcy w Polsce - tłumaczy, że wielkość produkcji nie ma bezpośredniego związku z ceną, którą klient płaci za cukier leżący na półce w sklepie. Ceny cukru w UE są wypadkową kilku czynników: kwot produkcyjnych przyznawanych przez Brukselę (ustalonych w UE poniżej wysokości popytu wewnętrznego), kwot dostępowych dla preferencyjnego importu cukru spoza UE (bezcłowego lub z obniżonym cłem w ramach umów międzynarodowych) również regulowanych przez UE, cen światowych cukru (plus koszty cła, rafinacji, logistyki i pakowania)".

A ja słyszałem z ust znawców tematu, że w kapitalizmie wszystko miała regulować "niewidzialna ręka rynku", według której to zasady: dużo cukru na rynku = niska cena. No ale jak to może działać, gdy ktoś widzialny w Brukseli przyznaje kwoty produkcyjne i ustala ceny???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz