sobota, 21 kwietnia 2012

I tak wszystko na złom



Ponoć starych drzew się nie przesadza, ale czasami warto coś zmienić w swoim życiu. Chociażby platformę blogową, gdy stara uwiera jak w małżeństwie... stara (lodówka na przykład). Poza tym zawsze człowiek czegoś nowego się nauczy, dowie o sobie. Dla przykładu, zakładając tu konto, dowiedziałem się, że system pozwala mi wybrać inną płeć, niż dwie znane mi dotychczas. Spojrzałem na siebie: z przodu 100% mężczyzna, z tyłu: tak coś podobny człowiek do kobiety. Wybrałem więc "inność". Skoro system na to pozwala... Trzeba sobie wykroić tyle prywatności, na ile system pozwala, a poza tym, na głupie pytanie głupia odpowiedź.

 No ale widzę, że system nie pozwala mi zamieścić zdjęcia w wybranej przeze mnie szerokości. Zobaczę jak to wyjdzie po publikacji. Wszak i tak to wszystko na złom. Ten dźwig z lewej już nie istnieje, tak jak i wiekowa latarnia w Gdańsku.

Tak jak i te nasze blogowanie? Też pójdzie "na złom"?
Zostawiłem sobie artykuł (papierowy) z kolejnego w sumie odkrycia listu z przeszłości, zostawionego (zazwyczaj w gałkach iglic na dachach) lata temu przez pracowników remontujących, w tym konkretnym przypadku krakowskie Sukiennice. No i współcześnie też chciano zostawić taką pamiątkę dla potomnych, ale... Jeden z konserwatorów zabytków mówił:
"Dziś wsadziłabym do takiej kuli nośnik elektroniczny, na którym zmieściłoby się wiele informacji o Krakowie i remoncie. Pytałam nawet o taką możliwość producentów, ale nikt nie chciał dać gwarancji, że taki nośnik przetrwa więcej niż 15 lat. Cóż, znowu zostaje nam papier czerpany i atrament".
Cholera, pomyślałem sobie, to jest aż tak źle? Co prawda chodziło o pozostawienie nośnika na wolnym powietrzu, ale "tylko 15 lat"??? W dalszej części artykułu powiało optymizmem. Ale tylko trochę, bo co prawda pewien profesor zapewniał, że "DVD i pendrive przetrwają i 100 lat" ale "pojawią się problemy z ich odczytem. Postęp cyfryzacji i miniaturyzacji jest niesamowity. Jeśli przyszli krakowianie otworzą kulę i znajdą w niej nasze narzędzia służąc do przechowywania danych, będą mieli na pamiątkę jedynie prymitywne urządzenie"
To co? Pozostaje tylko papier i atrament? No jest jakiś cień nadziei dla blogujących. Przynajmniej tak się wydaje: "Najpewniejszym nośnikiem, który gwarantuje przetrwanie danych jest internet".

Czy to może tak się na dzień dzisiejszy wydaje? No ale jak sprawić niespodziankę potomnym, remontującym w przyszłości dach? Internetu tam nie wsadzisz? Ja tak dla pewności, co cenniejsze zdjęcia (razem ze wspomnieniami) przelałem na papier.
Poniżej: jeszcze dwa zdjęcia z grudniowego spaceru z 2009 roku. Takiego refleksyjnego, bo odbył się on w rocznicę 13. grudnia. Chciałem zobaczyć, co nam zostało - materialnego - z tamtych lat.


Pewne "złomy" wbrew zapowiedziom - tak jak ten powyższy - pozostaną przy życiu (jest remontowany). Część musi oddać pola pod nowe inwestycje. To zrozumiałe, ale dlaczego słyszę szyderczy śmiech historii, gdy czytam o chęci przywrócenia imienia Lenina nad stoczniową bramą w Gdańsku.


Czyli co? Lenin wiecznie żywy? Trwalszy od internetu, papieru i atramentu???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz